www.alteri.pl
RSS
niedziela, 31 października 2010
.

Przekonałam się dzisiaj, że czasami oberwie się człowiekowi zupełnie nieoczekiwanie i niezasłużenie. Właśnie szłam sobie spokojnie ulicą,  myśląc o swoich sprawach, kiedy podszedł do mnie przeciętnie wyglądający dziadek i zagadnął:
- da mi pani trochę pieniędzy ? na lekarstwa?
- nie, nawet akurat nie mam, odpowiedziałam,  zresztą zgodnie z prawdą.
- no proszę ! oburzył się dziadek. Nikt dzisiaj nie ma !
A może pan mi da ? zwrócił się do mężczyzny który właśnie nadszedł. NA LEKARSTWA !!! prawie tupnął.
- nie ! mężczyzna nawet się nie zatrzymał.
Dziadek rozzłościł się na dobre :
- ten też nie ma !  nie mają ! NO, NIE MAJĄ ! ha ha ha ! nikt dzisiaj nie ma !
Krzyczał na nas zupełnie na poważnie, był szczerze oburzony.
Aż się prosiło, żebyśmy na koniec usłyszeli :
- to się weżcie do jakiejś roboty !!!

17:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 października 2010

17:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »

17:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
szczeniaczkowo

Każdy z maluchów odkrywa ostatnio  że nie jest sam na świecie. Oczywiście najpierw zauważa mamę, zaraz potem rodzeństwo. Ja - początkowo  prawie nie istniałam.  W ogrodzie wprawdzie starały się do mnie przybiegać jednak głównyn celem zawsze były moje buty. Dogonić sznurówki i rozwiązać, stanowiło ostatnio sens życia małych, w czasie wypraw do ogrodu. Również , zaczęliśmy przechodzić do następnego etapu : zawieszanie się na moich spodniach, podgryzanie mi kostek i łapanie za  pięty...
A dzisiaj było pierwsze spojrzenie na mnie z bliska i prosto w oczy -  pięknymi niebieskimi oczkami, które mają jeszcze taki głupiutki wyraz i taki zdziwiony...Niełatwo pieskowi poskładać to wszystko do kupy, bo przecież człowiek to tyle tych różnych elementów : i te uciekające sznurówki i micha z jedzeniem i ciepłe ręce i głos jako zapowiedż różnych rzeczy...
Jeszcze tyle nauki, zanim zacznie się żyć na własny rachunek....

16:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 października 2010
takie sobie zabawy

Poniki-szczeniaki, którymi się opiekuję, mają teraz taki etap, że wyglądają jak pluszowe zabawki na baterię, oraz tak działają. Śmiesznie niezdarnie ale coraz szybciej biegają i nadal ćwiczą warczenie, również  między sobą staczają nieustanne wojny.
Podglądnęłam ostatnio, jak bawi się nimi /bo nie "Z" nimi/ jedna z dorosłych suczek:
Podchodzi do malucha i łapą lekko go naciska. "Włącza go", on wtedy jest oburzony do żywego i  natychmiast zaczyna warczeć , tak strasznie, grożnie, wszystko się w nim gotuje,  staje się prawdziwą bestią, wygląda że zaraz skoczy do gardła...A suczka siedzi sobie spokojnie i ogląda to przedstawienie...Po chwili wszystko się uspokaja i suczka idzie sobie włączyć następnego szczeniaka . Historia się powtarza,  bo obecnie wszystkie działają jednakowo.

16:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 października 2010
niewdzięcznica

Moje dzieci orzekły ostatnio, że Alturka jest naszym trzecim dzieckiem. Trudno było zaprzeczyć. Zwłaszcza , że zauważyłam , że bardzo lubię kupować jej prezenty. Oczywiście "najwdzięczniejsze" są te do szybkiego zjedzenia, efekt zadowolenia i uznania uzyskany jest natychmiast.
Inaczej było dzisiaj. Wymyśliłam sobie , że kupię suni nowe łóżko. Takie jak spodobało mi się u szczeniaków, tyle że one tam  pchają się w piątkę.
Nie od razu pierwszy sklep spełnił moje oczekiwania. Legowiska były za sztywne, za ciężkie, a gdy jeszcze okazało się że pan w ogóle nie wie jak wyglądają bouviery, to w ogóle się stamtąd zabrałam.
W następnym poszło lepiej. Wprawdzie sprzedawca musiał po drabinie wydostać z góry maksymalny rozmiar, ale spodobał mi się i kupiłam.
Znam sukę nie od dziś, więc wielkiej wdzięczności się nie spodziewałam. I miałam rację. Nie pomogło nawet gdy  wypomniałam jej, jakie było drogie, nawet gdy powiedziałam : "kupiłam w misie,  a nie w koty"...
Pocieszałam się, że sunia po prostu nie lubi zmian, ja też nie lubię.
Najpierw w ogóle zabrała się i poszła na schody żeby się od niej odczepić, już nie zachwalać i nie namawiać.  Jednak  po godzinie wróciła, sprawdziła czy nowe łóżko  stoi  nadal i najpierw nieznacznie wstawiła do niego jedną łapę...
Gdy po dwóch kołowaniach wreszcie się położyła, sprawę zakończyło jeszcze głębokie westchnięcie , które chyba oznaczało - mam nadzieję - że może tak najgorzej to tu nie jest.

18:37, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 października 2010
zakończenie wczorajszej notki

Jak już mówiłam, Alturka poszła spać na swoim łóżku, zadowolona że wszystko wróciło do normy. Tymczasem gdy obudziłam się w nocy, jeden z tych nowych foteli wydał mi się jakiś za bardzo czarny. Nie zastanawiałabym się nad tym, gdyby nie to, że fotel zaczął chrapać...
Za to gdy wstałam rano, pies spał na swoim należnym stanowisku i nic ale to absolutnie nic nie wskazywało na to , aby w nocy coś było inaczej.
Jeszcze tylko potem , w ciągu dnia, jedna próba: przednia łapa na fotel i głowa w moją stronę. To było pytanie "można" ?  Powiedziałam "nie", więc w tył zwrot i jeszcze na koniec  mina "tylko pytałam"...
A niektórzy twierdzą że psem się nie rozmawia.

16:40, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 października 2010
zmiany, zmiany...

Zaczęło się od tego, że rewolucję w swoim mieszkaniu robi córcia. Wymienia meble , zamienia, przestawia, wyrzuca. Ja mam za zadanie co jakiś czas tam zaglądnąć, zobaczyć i pochwalić.
Gdy kupowali, nie podobało mi się nic. Każdy z tych mebli wybrałabym w innym kolorze, większy, mniejszy lub całkiem inny. Potrafię jednak powstrzymać się od narzucania swojego zdania. Niech każdy u siebie rządzi i urządza się jak chce.
Okazało się , że całe szczęście. Dzisiaj widać już powoli końcowy efekt i wcale nie miałam racji. Wyszło bardzo dobrze. Nawet nie mogłabym powiedzieć:  "a nie mówiłam"?
W ostatniej fazie zmian, zostały 2 niechciane fotele, które ja postanowiłam zagospodarować u siebie.
W związku z tym, teraz u mnie zaczęło się przesuwanie, przenoszenie, sprzątanie, przekładanie... Alturka stwierdziła ,że nic dobrego z tego nie będzie. Wyniosła się na schody. Ale ciekawość zwyciężyła. Zaczęła zaglądać w momencie gdy wszystko było totalnie rozpiżone. Nic nie stało na swoim miejscu i w dodatku  nigdzie nie było widać psiego łóżka. Sunia każdego z nas szturchnęła nosem, ale wszyscy byli zajęci i nigdzie nie było spokoju. To nie wyglądało dobrze.  Trzeba było wrócić na schody, gdzie przynajmniej nic się nie działo.
Wkrótce Altek pojawił się znowu. No i teraz...Psie łóżko znalazło się w całkiem nowym i to  dużo lepszym miejscu !  Wreszcie jakieś poczucie bezpieczeństwa. Położyła się natychmiast. Jeszcze przez jakiś czas - czujne oko, czy to na pewno koniec i wreszcie : nowe sny na nowym miejscu.

20:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 października 2010
przystankowe

Coraz wcześniej robi się teraz ciemno. Dzisiaj gdy wracałam do domu, trafiłam na przystanek przed 19 tą. Za nic nie mogłam się doczytać, kiedy coś przyjedzie. Stał tam jednak również jakiś młody mężczyzna, więc zagadnęłam go , czy może on już się zorientował co i jak.
I usłyszałam:
- nie rozumiał, mozie jeście raz ?
No tak. Cudzoziemiec. Nic nadzwyczajnego, w pobliżu camping, także hotel studentów polonijnych...
Spróbowałam inaczej powiedzieć o co pytałam. Tym razem załapał od razu i zaczął czytać mi z rozkładu :
-  dwieście pięćdziesiąte drugie , za 10 minut..
Starał się , szalenie był sympatyczny.
Jak można mieć coś przeciwko cudzoziemcom ?

19:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 października 2010
jak zwykle...

Mamy takie określenie - "na trójkącie". To takie miejsce na osiedlu, pomiędzy przystankiem, sklepem a dawnym wybiegiem dla koni. W przyszłości ma tam powstać plac zabaw, bo to bardzo dużo niewykorzystanego miejsca. A póki co, również tam chodzi się z psami. Zwykle po zakupach w sklepie , lub przed.
Tak właśnie poszłyśmy tam ostatnio z Alturką. Rytuałem jest że po odpięciu smyczy sunia na chwilę zostaje w miejscu, ja kawałek odchodzę, potem ona mnie dogania, tarza się w trawie, biega itd.  
Tym razem, odpinając ją, zauważyłam, że daleko daleko, na horyzoncie, na zielonej trawie ,siedzi sobie mały czarny piesek. Widziałam że suńka również ma na niego oko.
Wiedziałam że wypruje w jego kierunku, ale niczym to nie groziło. Zwykle w takich sytuacjach dobiega na odległość 2 m. po czym zawraca gdyż nie zależy jej  żeby się obwąchać z innym psem.
Jednak tym razem, gdy  małe czarne zaczęło uciekać, okazało się że to kot.  KOT !!!  Alturka rzecz jasna odkryła to wcześniej niż ja. Automatycznie sprawa nabrała zupełnie innego charakteru. A pościg nabrał kolorów.
Suka pędziła jak burza, kot miał śmierć w oczach i rwał ile sił w nogach.
W momencie zniknęli mi z oczu. Wiedziałam jak będzie : suka nie odpuści, dopóki go widzi. Kot z pewnością da sobie radę ale ile to potrwa ? Rzeczywiście, trochę się wyczekałam.  Altura wróciła z miną bohatera : mokre nogi, liście na głowie, rzepy wszędzie i błysk w oku.
A ja ostatnio się martwiłam, że psisko się starzeje...

18:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
a u malych...

Z każdym dniem dorośleją szczeniaki którymi się opiekuję. Jeszcze parę dni temu, zdarzyła się sytuacja że kiedy karmiła je ich mamuśka, jeden z maluchów ułożył się tyłem do suki, czyli "do stołu" /!/.  Oczywiście  darł mordkę że gdzie jest to jedzenie, skoro wokół rozlegało się głośne mlaskanie rodzeństwa....Trzeba było po prostu odwrócić go o 180 st. i już było dobrze.
Teraz by się to nie zdarzyło. Wczoraj odkryły że fajnie jest na wszystko warczeć i ćwiczą to zawzięcie,  bez najmniejszego uzasadnienia. Np. oberwało się nieoczekiwanie dorosłej suczce, gdy życzliwie wykazała troskliwość i chciała polizać małą grubaskę po pyszczku. Została zjechana tak, że aż odskoczyła i przysiadła ze żdziwienia.  Kto by pomyślał, że to małe,  to taka pyskata baba !  Widocznie miło jest poczuć się Władcą Świata.

18:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 października 2010
małe, średnie, duże

Obsługa szczeniaczków - noworodków nie jest wcale taka prosta jakby się wydawało. Mnóstwo różnych zabiegów - nawet indywidualnych w miarę potrzeb. Jednemu porzebny jest dodatkowo  masaż, gdyż za mało pełza, innemu zapewnienie najlepszego stanowiska przy karmieniu, bo jest gapa i reszta zawsze go wykiwa. Jeszcze inny wymaga smarowania łapki, a najgrubszy ma mieć najgorsze miejsce w czasie jedzenia, bo i tak ma nadrobione /wygląda jak foka i nie może się odwrócić na bok, gdy leży na plecach./ Wszystkie one poza tym płaczą lub mruczą , ciamkają lub piszczą , chociaż na wszystko jest rada. A już dosłownie magiczne działanie mają ludzkie ręce - wszystkie żale kończą się w momencie. Przytulenie czyni cuda.
I tak też również  uważa Max, 11 letni, niewidzący już senior. Z racji wieku i zasług, otrzymał on niedawno fotel na własność i obecnie stamtąd kontroluje sytuację.
I dzisiaj nagle, bez żadnego powodu, rozwrzeszczał się na całe gardło. Nie sądzę żeby coś mu się działo, raczej to było takie "niech ktoś na mnie zwróci uwagę " a może nawet wręcz : "niech mnie ktoś przytuli"!!!
I wtedy ja, absolutnie niewychowawczo, wbrew wszelkim zasadom, wzmacniając takie wymuszanie - podeszłam i pogłaskałam, podrapałam za uchem...
Maxik.....odjechał. Odleciał. Przykleił się dosłownie do mnie i był tak rozanielony, że o mało nie zleciał z fotela.  A mruczenie i stękanie jakie się z niego wydobywało, nie jest możliwe do opisania.
W dodatku natychmiast zjawiły się 2 pozostałe suczki, no bo w czym one są gorsze, żeby je pominąć ?
A na koniec wracam do domu i tam również czeka na mnie owczarek. Wita się ze mną / nawet wyjątkowo miło jak na Alturkę/ i zaraz potem widzę , że ma minę pt. "jestem psem zaniedbanym!"  Jest to oczywiście wierutne kłamstwo, bo zostaje zwykle z Leszkiem który ma fioła na jej punkcie i dba o nią wyjątkowo.  Jeśli ostatnio spacerów mieli mniej , to tylko przez pogodę. W każdym razie suka szturcha mnie, staje mi na nodze i opiera się całym swoim ciężarem.  Cały ten zestaw, oznacza że nic nie jest tak ważne , jak zajęcie się psem. Trudno udawać , że się nie rozumie.  A ponieważ jest milion rzeczy które możemy razem robić,  nie jest trudno coś wymyślić, żeby już było dobrze.

17:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »