www.alteri.pl
RSS
poniedziałek, 31 października 2011
wpis dla mpk

Zupełnie świadomie napisałam małą literą, w dodatku teraz tak właśnie będę o nich pisać.
Wygląda na to, że w tej instytucji zupełnie nikt  nie wiedział,  że 1 listopada będzie w tym roku święto, że ludzie będą chcieli jeżdzic na cmentarze i takie rzeczy.
Jeśli mówić o organizacji, to po prostu : klapa, dziadostwo i skandal.
Nawet na początkowych przystankach udawało się wsiąść zaledwie połowie oczekujących. W środku - jak szprotki. Setka przyduszonych staruszków bo głównie oni wybrali się na cmentarze. Połowa z nich kłóciła się zajadle, reszta usiłowała za wszelką cenę przetrwać. Wisząc, leżąc, stojąc,  z twarzami na szybie,   tylko nieliczni - siedząc. 
Tomek stwierdził że intencją mpk. może była maksymalna integracja pasażerów ale nam tam w środku , nie było do żartów.  Jakaś pani opowiadała , że ona od tygodnia jeżdzi tak do pracy, bo ma pecha mieszkać w tej okolicy.
Zważywszy że dopiero co podnieśli nam ceny przejazdów /z tym sobie jakoś dali radę /, naprawdę należy im się nagana. I to jest i tak bardzo delikatnie powiedziane, bo po cichu do siebie,  wyrażam się znacznie gorzej.


14:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 października 2011
Pechowo

Taka ładna była wczoraj pogoda - ciepło , słonecznie.

Dorotka namówiła mnie żebyśmy razem wybrały się na spacer, z dzieckiem i psem.  ok.
Początek trasy był ustalony przeze  mnie : spokojna dróżka,  wygodna, bez szalonych  atrakcji ale też bez zagrożeń.
A drugą część wymyśliła córka.  Miało być ciekawie - w stronę Lasku Wolskiego, pod górę, przez ogromny ogród gdzie oprócz pięknych krzewów i kwiatów również w wolierach i klatkach trzymane są ozdobne kaczki, pawie, jakieś egzotyczne kury a także gościnnie  - połamany bocian i zdrowiejące dzikie gęsi.
Ogromny teren wprawdzie jest ogrodzony, ale szeroka brama jest zawsze na oścież otwarta.
Gdy tylko weszliśmy, spostrzegłam w niewielkiej odległości ogrodnika który wszystkim się tam zajmuje.  To miły człowiek i kiedyś rozmawialiśmy, tymczasem dziś na nasz widok poderwał się, zaczął coś wołać i wyrażnie był przerażony !
Nie miałyśmy pojęcia , co się dzieje.
I wtedy  zobaczyłam : ogromny owczarek niemiecki,  który narazie spokojnie sobie leżał.  Jednak  gdy nas spostrzegł, zabulgotało mu w gardle i w ułamku sekundy znalazł się przy nas. Rzucił się na Alturkę.
Wszystko działo się błyskawicznie.  Chwycił ją za bok, tylną nogę - jakoś tak.  Ona jak wiadomo, z założenia - nie walczy.   Skomlała, przywarła do ziemi, a może on ją przewrócił, trudno mi to teraz odtworzyć. To było straszne . Nie mogłyśmy nic zrobić.
Właściciel owczarka  w momencie dopadł psów i jakoś je rozdzielił.
Biedna Altuśka, była wystraszona, kulała, popiskiwała.  Prawie mi serce pękło - akurat teraz gdy ja tak ją ochraniam, pielęgnuję, jeszcze nie zdążyła się dobrze wygoić po ostatnich przejściach, a tu...Ostatnia rzecz jakiej nam było trzeba.
Dorocie było nieprzyjemnie  że to przez jej pomysł poszłyśmy do tego ogrodu.
Ogrodnik tłumaczył, że był kiedyś napadnięty przez psy i ten owczarek go uratował. Odtąd nie dopuszcza żadnego psa w strefę gdzie jego pan przebywa.
Ja , nie mogłam sobie darować że nie trzymałam się sprawdzonych szlaków.           
Za to Alturce na  szczęście nie stało się  nic. Skończyło się na strachu, stresie i chyba niczym więcej.
Natomiast całą powrotną drogę, chciała sobie odbić porażkę.
 To ona teraz zaczepiała mijane psy !  A jeszcze najlepiej żeby były za ogrodzeniem. Wtedy tym swoim tubalnym głosem z daleka : nooo, chodż no tu który !
Przystawała i przez siatkę szczekała prosto w pysk. Potem oglądała się jeszcze bo  najlepiej jej szło rządzenie z bezpiecznej odległości - nawrzucała każdemu mijanemu po drodze.
A co ! To że czasem ktoś nas kładzie na łopatki, to jeszcze nie powód do kompleksów.
 


11:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2011
Z - jak zazdrość

Mowili nam, żeby nie używać słowa zazdrość , w odniesieniu do zwierząt. No więc nie używam. Ale jest tak, że gdy Zielona jest na wolności, Czarna siedzi pod drzwiami i jęczy.
Ja jednak stosuję zasadę "ograniczonego zaufania", przynajmniej na tym etapie.  Dlatego narazie te drzwi zamykam. I Altek myśli, że bóg-wie-co  tam się wyprawia, a ją omija.
Nie posądzam jej o złe zamiary, ale mogłaby odruchowo zrobić coś, zanim pomyśli.
Nie zostawiam jej tak na długo, po chwili wracam, witamy się i zapewniam ją, że żadne zielone nigdy nie będzie zagrożeniem dla jej pozycji.
W ogóle wygląda na to, że po tej całej historii  bardzo  poprawił się komfort samopoczucia  suni.    Wyrażnie zaczęła być weselsza, taka wręcz radosna, prowokuje zabawy, rozrabia.   I  jeszcze  bardziej domaga się przytulania i wszelkich czułości,  więc zmiany są znaczące.
  Nie muszę chyba dodawać jak bardzo  mnie to cieszy.

Natomiast spacery Agaty polegają głównie na przesiadywaniu na zewnątrz klatki, w różnych miejscach i intensywnym przyglądaniu się nam  /mamy następną do wgapiania /.  Odwraca się już na imię w każdej wersji i sama wraca sobie do klatki, gdy zgłodnieje.

11:56, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 października 2011
coraz lepiej

Altusiowi goi się wszystko  "jak na psie".  Wprawdzie jeszcze wyjścia tylko na smyczy,   ale to jak wystartowała dzisiaj do kota,  dowodzi  że  nie jest już bardzo  chorym psem. 

I mogło być tak fajnie, gdybym ją spuściła.  A nie na tej smyczy,  w dodatku  jeszcze     jej  mówię :  przecież ty jesteś na antybiotykach, chora, słaba...
Jednak to zależy do czego.
A poza tym już wracają wszystkie nawykowe zachowania, takie,  na które chore pieski z pewnością nie mają siły.
          
                                     ***                                                                                              

Natomiast Aga dzisiaj po raz pierwszy była poza klatką.
Najpierw stanęła w otwartych drzwiczkach, rozglądnęła się i zabrała się za nową klamerkę przy drzwiczkach. Z tym poszło szybko, więc następnie trzymając się dziobem, wylazła na górę klatki.
To musiał być zupełnie nowy punkt widzenia, bo trochę trwało , zanim zaczęła latać. 
A latanie - nie wiem czy nie było jej pierwszym lataniem w życiu, bo przecież to jeszcze "dzieciak".  Robiła wrażenie niesamowicie zdziwionej tym wszystkim co się dzieje.
No i dobra wiadomość - nie wydziera się tak głośno gdy jest "luzem". Może już tak będzie, bo przyznam się że gdy już przeginała na całej  linii, straszyliśmy ją rosołem.

Oczywiście to na końcu, to  tylko makabryczny żart.    /a ja się asekuruję na wypadek gdyby tu zajrzał jakiś działacz TOZ /

16:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 października 2011
Po przeżyciach.

 Zupełnie nie wiem jak krótko i bez emocji opisać to, co przeżyłyśmy z sunią , ponieważ wcale to łatwe nie było.
Najpierw wróciły te same dolegliwości które leczyłyśmy nie tak dawno.
Potem zapadła decyzja, żeby tym razem definitywnie zrobić z tym porządek.
Z kolei wizyta w klinice Wet. gdzie wstępnie omówiliśmy optymalny plan działania. 

Z karty pacjenta wynikało , że to cd. zadawnionej sprawy. Szkoda że nie udało mi się od nikogo dowiedzieć dokładniej, co tam było robione wcześniej, gdy Alturka jeszcze nie była ze mną. 
Dalej -  szybko okazało się , że koszt tego leczenia jest horrendalny i wielokrotnie przekracza nasze  możliwości.
Z tego bezpośrednio wyniknął kolejny punkt : zebranie w domu i narada, oraz następny :  pertraktacje w banku, żeby zdobyć kredyt. Nawet z tym  były kłopoty,  nie było to takie proste jak bym oczekiwała.
Gdy tylko w końcu się udało, ustaliliśmy termin operacji i zawiozłam sunię do Kliniki.
Teraz należało zrobić szczegółowe badania oraz prześwietlenia, poczym uzgodnić czy decydujemy się robić wszystko co konieczne. z pełną narkozą, intubacją itd.
Poszliśmy za ciosem. Wyniki były bardzo dobre, więc zrobienie zabiegu było bezpieczne. Zrobiła się z tego poważna 3 godzinna operacja.
Odebrałam sunię już wybudzoną , po kilku godzinach. Wyglądała tak żałośnie, że trudno opisać. Wrak psa. To taki przykry widok, choć normalka po narkozie i operacji. Nawet w domu musiałam jej pomagać przy każdym kroku, przy każdym ruchu. Była otumaniona, zwolniona, z trudem się poruszała.
Ale dostałam na zapas lekarstwa i obietnicę, że z godziny na godzinę będzie lepiej.
I rzeczywiście.  Minęło trochę czasu i psisko wraca do siebie. 
Mam nadzieję , że szybko wydobrzeje i będzie z tą mordą spokój na długo.

                                                                       ***
Kolejny dzień:
Zdecydowanie lepiej . Opiekuję się sunią najlepiej jak można, rozczulam się nad  biednym psem,  dogadzam jej na każdym kroku i tak sobie myślę , kiedy ona zacznie to wykorzystywać.
Bo że zacznie, to pewne.  

10:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 października 2011
Skorpionek /zodiakalny / a w niektórych Waga

Alturka obchodzi dzisiaj urodziny. Nie wiem czy powinnam zdradzać które, bo przecież to suczka, ale może tak na ucho i tylko tutaj : ósme.
Oczywiście  od rana od wszystkich życzenia,  prezenty - wszystkie jadalne więc niestety znikały na bieżąco.    A ode mnie extra,  dostała oficjalne pozwolenie na spanie na fotelu od dzisiaj cały dzień, nie tylko po kryjomu w nocy.
Powiedziałam jej o tym fotelu, zachęciłam żeby już się położyła,  a ona / stara oszustka / :
ależ skąd !  przecież psu na fotel nie wolno !  ja nigdy w życiu !.....
Powiedziałam : no już nie udawaj!  i zostawiłam ją z tą decyzją.
Gdy przyszłam za 10 min. buwiśka była tak wklejona w fotel, jakby tam spała całe życie.

Tak sobie myślę że sama bym chciała, żeby spełniły się jej te wszystkie życzenia.  Zdrowia,  szczęścia - jak najbardziej.   Nawet    "spełnienia marzeń" - podejrzewam co by to było.

Ale Tomek ściskając jej  łapę,   życzył  jeszcze  "sukcesów w  pracy i w życiu osobistym " i tu już nie jestem pewna czy Ona i ja , myślimy o tym samym.




12:19, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 października 2011
Fundacja - powrót

Okropnie  długo nie mogłyśmy zorganizować się po wakacjach. Każda z nas jest osobą  zagonioną a ja nawet może najmniej - na ich tle. 
 Jednak w końcu, W KOŃCU zapadło : 21-a, środa, sprawdzona knajpa w centrum.
Było bardzo ciepło. Nie padało. Skorzystałam z okazji żeby przejść przez Krakowski Rynek Nocą i upewniłam się że kocham to miasto.
Oprócz tego co na stałe, czyli urokliwych, subtelnie podświetlonych zabytków,   jeszcze te swojskie kramy  - ze wszystkim.     A na ulicy ,  dwóch chłopaków  z gitarami przejmująco  /i rewelacyjnie / wykonujących  "Samotność"  Dżemu.  Aż chwilę postałam...
A kto nie lubi - proszę bardzo : parę kroków dalej "Ta ostatnia niedziela".

Ogólnie - klimacik jest tutaj  niepowtarzalny, naprawdę.

                                                                ***                                                 


 Gzie my z Altkiem jeszcze trafimy ?.. Tak różnie  układa się to wszystko. Tyle już za nami...  Najpierw bywałyśmy w  przedszkolach. Potem praca w szpitalu. Wymyślam te różne działalności bo:
- po pierwsze, ja mam ochotę coś pożytecznego robić od czasu do czasu
- po drugie ,  mając dobrze wyszkolonego psa, w którego włożono dużo pracy, chcę by te umiejętności dobrze wykorzystać
- po trzecie, chcę urozmaicić życie mojemu psu, który uwielbia robić to co umie
- po ostatnie, wiem że jest to z pożytkiem dla tych z którymi pracujemy.

A teraz zanosi się, że wylądujemy jeszcze w całkiem nowym miejscu. Jest kilka miejsc, gdzie nas chcą. Również poza Krakowem. W jednym z nich, chcą nas do tego stopnia, że będą przysyłać samochód który pozbiera nas po Krakowie  i zawiezie na miejsce, a po zajęciach odstawi z powrotem.
W innych ośrodkach  też może być ciekawie , ale to my musimy się zorganizować żeby dojechać korzystając z własnych środków.
Pomyślimy jak to poukładać. Na początek  umówiłyśmy się z psami na porządny spacer.

10:42, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 19 października 2011
Co u papugi

Agata /pseudonim demolka /  ostatnio wymyśliła nową zabawę : zrzucanie na dół po kolei wszystkiego co jest powieszone na bocznych ściankach. Najpierw leci miska z nasionami, następnie poidło z wodą i kubek na warzywka. Robi  się  niezły rumor i chyba o to chodzi.  Efekt też jest niezły, bo wszystko się wysypuje,   część na dno klatki a część na podłogę , gdzie już czeka Altura i sprawdza co wg. niej nadaje się do zjedzenia.    A  z tego co na dnie,  Aga podnosi wybrane   kawałki i siedząc na patyku trzyma w "jednej ręce" i zajada.
Ogólnie, wygląda na to, że jest to niezła zabawa, bo papuga cały czas coś tam dogaduje, pokrzykuje, gdaka  i bardzo jest zaangażowana.
Uwielbia też odkręcać wszystkie możliwe druciki  - zamykające klatkę, trzymające patyki, drzwiczki itd.  W sumie - roboty ma na cały dzień,  jest bardzo zajętym ptakiem.

16:02, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 października 2011
Miało być kolorowo.

Tak fantastyczną pogodę dzisiaj mieliśmy, jak tylko można sobie wymarzyć.To nieprawda,  że na pogodę zawsze narzekamy. Dzisiaj nie było się do czego przyczepić.  Poszłyśmy z sunią na długi spacer. Ja w przekonaniu, że zrobię kilka jesiennych zdjęć. Tymczasem na całej naszej długiej trasie nie było nic żółto-złoto-brązowego. Żadnych kolorowych drzew, zarośli. Za wcześnie ?
To chyba tylko tutaj, w najbliższej okolicy,  bo przecież wszędzie jest już czerwono i żółto. Ale i tak było cudownie.

16:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2011
Oni nas nie lubią...

Znowu spotkaliśmy na spacerze wroga Alturki , owczarka podhalańskiego. Przedziwne jest to zjawisko. Wrogość absolutnie jednostronna, bo Altek tamtą sukę olewa na całej linii.  Skąd ta nienawiść ?  Ta sama że tak powiem "grupa zawodowa" , bo oba to psy pasterskie i  z założenia brak prawa do takiej agresji.  A w podhalance wszystko się gotuje. Wygląda to tak , że my - kompletny luzik, Altura biega sobie swobodnie, a oni /czyli podhalanka z właścicielem / pojawiają się gdzieś na horyzoncie i już z daleka widać wielkie zęby podhalanki i przerażenie właściciela.
Prawdę mówiąc my taką sytuację trochę sobie lekceważymy - my nie stanowimy zagrożenia, a reszta , to już nie nasz , a ich problem. Tak więc oni, o ile to możliwe, próbują ominąć nas jak najszerszym łukiem - z tymi zębami na wierzchu, prawie na 2 łapach, na maksymalnie napiętej smyczy trzymanej z całej siły, dwoma rękami przez właściciela.   Jakaś paranoja ! Jeśli nie ma innego wyjścia i musimy się  minąć blisko, ja łaskawie  mojego psa  biorę na smycz   i nadal z wyższością patrzę co tamci wyprawiają.
Nigdy nie przestanę doceniać Alturki.

21:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 października 2011
Znacie to ? Ta psia spontaniczność...

19:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 października 2011
Co MPK wymyśliło ?

Już drugi raz trafiłam na całkiem nowe usługi proponowane przez autobusy i tramwaje. Za pierwszym razem,  na przystanek jakby nigdy nic podjechał tramwaj, ale okazało się że nie można do niego wsiadać. Z przodu miał duży napis : NOWOŻENCY,  a w środku kolorowe baloniki i wstążeczki.
Za drugim razem, był to autobus do którego nie wsiadła grupka ludzi z przystanku, lecz grupka która wyszła z kościoła, a napisane na nim było ; PAULINA I KRZYŚ.
Ciekawe czy to MPK wykazało się inwencją ? Pomysł wydał mi się dosyć trafiony. Nie jest to może najbardziej romantyczny pojazd jaki można wymyślić, ale też pewnie koszt jest nieporównywalny z cenami  dorożek, limuzyn  itd.


19:53, cymestymek
Link Komentarze (4) »
Takie oznakowania robią teraz na szybę auta /bardziej taki bajer/

.

19:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 października 2011
co gorsze

Taka scenka z mojego dzisiejszego wyjścia :
spory kawał zielonej trawy pomiędzy zabudowaniami, bokiem ścieżka na skróty, przede mną idzie dwoje starszych ludzi.  Na drugim końcu trawnika widoczne  z daleka 2 piękne charty rosyjskie z właścicielką.  Zwracały uwagę,  bo to duże efektowne psy.  Idący przede mną też je zauważyli. Zatrzymali się i kobieta powiedziała : zobacz jakie tamta pani ma psy!
Myślałam , że w sensie  "piękne",  ale ona jeszcze dodała:
 i miej tu takich za ścianą w bloku...
Dziadek zgodził się z nią całkowicie.
A ja nie bardzo. Zdecydowanie wolałabym mieć za ścianą 2 charty, niż 2 ratlerki albo 2 yorki. 
To tak biorąc pod uwagę jedynie poziom hałasu, nic innego.


15:30, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 października 2011
Do wyjasnienia

Było tak: telefon,  koleżanka z którą rzadko, aczkolwiek regularnie się kontaktujemy. Mówi że właśnie w TV jest mowa o dogoterapii, że widziała tam mnie i Alturkę oraz jeszcze inne psy i mogę sobie za 3 godziny oglądnąć powtórkę. Jasne że mnie zaciekawiło.
Występ mój, buwiśki i reszty naszych psów, był wzięty z dawnego programu, gdy zaczynaliśmy współpracę ze szpitalem.  Następnie wypowiedż dziecka - jakie to psy miłe, jak dobrze było się przytulić gdy przychodziły.. I następnie lekarze i ordynator, w smutnym tonie, że te zajęcia były z nieocenionym pożytkiem dla chorych dzieci, ale teraz niestety, bo już dalej szpitala na to nie stać, trzebaby od teraz płacić,  aby kontynuować zajęcia tego rodzaju...
No jasny gwint!  Wyszło na to, że podnieśliśmy ceny, czy co ?! O co chodzi ?!
Przecież od początku do końca to wolontariat w czystej postaci. Nie dość że nie zarabiamy, to wręcz ponosimy koszty różnego rodzaju w związku z tą działalnością. /nie będę tu wyliczać/.
Zamurowało mnie. Szpital wyrażnie chciał tu ugrać jakiś sponsoring, ale niech to nie wygląda tak, że to my zgarniamy pulę. Jakież to koszty ponosił szpital, kiedy przychodziliśmy tam  zająć wskazane miejsce na godzinę , żeby pracować z dziećmi ?  Musimy to wyjaśnić.

10:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 października 2011
4 pory roku.

Mieliśmy dzisiaj wszystkiego po trochę. Najpierw  było lazurowe niebo ze słońcem i białymi chmurkami, potem wiał silny ciepły wiatr i leciały złote liście, a na koniec ciemność, zawierucha i ulewa.
 Alturka miała dzisiaj spacer średniodystansowy, to znaczy że mógł on być dłuższy , ale też i krótszy. Mnie boli gardło, więc raczej ciągnęłam do domu.
Natomiast papuga mogła mieć dzisiaj atrakcję , bo po raz pierwszy otworzyliśmy jej klatkę.  Jednak nie skorzystała z okazji. Skupiła się narazie na tym , żeby wychylając się do połowy  zdemontować podpórkę pod drzwiczki. Włożyła w to dużo pracy i czasu. Dopięła swego, ale latanie narazie przepadło, bo czas minął.
Nie , to nie.  Jeszcze będzie prosić żeby pozwolić jej polatać, wiadomo.
Coraz mniej wierzę w to, że jest możliwa przyjażń między Altkiem a Agą. Z tego co słyszę o bouvierach, to potrafią przez całe życie gnębić współlokatora.  Nie fizycznie bynajmniej, absolutnie nie - żadnych krzywd .   Ale psychicznie , na wszelkie sposoby :   goniąc go, nagabując, molestując do upadłego i choćby wgapiając się w nieskończoność.  Nigdy im się to nie nudzi i nigdy nie odpuszczają.
Tak więc to co wydawało mi się łatwe do uzyskania z każdym psem, akurat z buwikiem może być nierealne.

18:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2011
z ZD

Zrezygnowałam kiedyś z pracy z dziećmi z Zespołem Downa, na rzecz dogoterapii. I od tego czasu pozostał mi do nich sentyment. Słyszy się tu i tam , że coś robią, działają, występują , potrzebują, są w telewizji i różnie. Ci których znam, mają swoją stronę inter. więc tam zaglądam. Zawsze  informacje o nich zauważam i śledzę z sympatią.
A ostatnio tak się zdarzyło, że kiedy siedziałam u fryzjerki zaglądnęła tam pani i zagadnęła właścicielkę zakładu -  kiedy  mogłaby  przyjść z wnuczkiem żeby go podstrzyc ? Jeszcze padło pytanie o wiek, okazało się że ma 10 lat i fryzjerka zaproponowała żeby chłopca przyprowadzić i zostawić , to obetnie się go w międzyczasie.
A wtedy ta babcia zupełnie swobodnie powiedziała : to dziecko z ZD więc raczej nie zostawiamy go samego , chociaż dobrze sobie radzi.
I przypomniało mi się, że już widywałam ich razem - w sklepie, na ulicy, w kościele. Chodził też z dziadkiem, czasem z mamą. Również z innymi dziećmi.
I pomyślałam jak dobrze, że trafiła mu się taka rodzina.  Widywałam już takie dzieci, które zaniedbywane przez kilka pierwszych lat po urodzeniu, popadały w ograniczenia i zahamowania bardzo trudne lub niemożliwe póżniej do odrobienia.

15:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 października 2011
Zielona ...

Aga zadomowiła się już na dobre. Koniec z prowizorką  /kosz na fasolę był na początek/. Odzyskaliśmy naszą wypożyczoną komuś klatkę i była przeprowadzka. Potem umeblowanie : wierzbowe gałęzie do siedzenia i cienkie z listkami do skubania.  Potem jeszcze prezenty od Leszka: błyszczące miseczki do zawieszenia, poidło, wapno i jakieś minerały.  Jest urządzona.
Wobec tego, poczuła się jak u siebie w domu. W zasadzie do tego właśnie dążyliśmy, ale to znowu ma dobre i złe strony.
Ona wstaje o 7 ej i bardzo głośno oznajmia że już koniec spania. Naszego też.
Ma całą gamę różnych świstów i gdakań , takich miłych dla ucha przeważnie, ale  m.in. również taki przerażliwy dżwięk który przeszywa uszy i mózg na wylot. Czasem robi tak 3 razy pod rząd, i to jest nie do wytrzymania. Dla mnie , to taki trochę dentystyczny efekt. Na szczęście jest na nią sposób : przykrywa się całą klatkę.
A poza tym rządzi się, szura, robi akrobacje na patykach i majstruje przy drzwiczkach. Obłupuje korę z patyków i łazi do góry nogami. Z uporem maniaka ściąga konsekwentnie i raz po raz  drut który trzyma pod kątem miseczkę. Jest ładniutka i pozornie taka delikatna, chociaż swoim czerwonym dziobkiem rozłupuje orzechy.
W związku z tym wszystkim, od kilku dni,  prawie codziennie ktoś do nas wpada zobaczyć papugę. I wtedy ona nie robi nic z tych rzeczy które tu wymieniłam. Bacznie wszystko obserwuje, ale siedzi prawie nieruchomo.  Nic więc dziwnego, że w końcu ktoś powiedział : "przecież ona jest sztuczna !"
A Alturka ostatnio chodziła z białymi piórkami na pysku. I nie od razu wiedziałam co to oznacza.
Jednak wyjaśniło się  : Aga zrzuca na podłogę kawałki jabłka, winogron, orzecha. A Altura je zbiera i zjada. Po prostu.  To taka odmiana symbiozy.

19:40, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 października 2011
Goldeny

Obydwie z Alturką uważamy że goldeny są w porządku. Na osiedlu mamy jednego : uroczy, towarzyski, przyjacielski.  Zawsze chodzi ze swoim panem, a wczoraj spotkałam go gdy wyjątkowo wędrował z jego żoną. Zaczęłyśmy rozmawiać, ale w pół zdania okazało się że pies MUSI iść przywitać się z kilkoma  osobami na przystanku. Automatycznie jego pani na drugim końcu smyczy, musiała pobiec również.  Gdy wracali, w przelocie zdążyła mi tylko powiedzieć :" nie spuszczam go, bo w ogóle mnie nie słucha..."
To akurat było widać, była kompletnie bezradna.
I znowu nie mogłam się nadziwić, jak przez kilka lat udało się komuś nie nauczyć psa niczego. To miła pani i lubi zwierzęta, bo to akurat wiem, ale tym bardziej nie rozumiem. Goldeny kochają współpracować. Zadowolenie pana, pochwała, nagroda - to dla nich sens życia. Żadnego problemu nie stanowi nauczenie przywołania i kilku podstawowych komend.
Zastanawiam się : czy statystycznie więcej jest właścicieli którzy porozumiewają się ze swoimi psami, czy tych , którzy nie mają o własnym psie bladego pojęcia, ani o tym,  jak sobie z nim poradzić.

19:47, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 października 2011
Noce

Właśnie przyszłam napisać jak to wkurzyły mnie bloki wyborcze w TV, ale przechodząc mijałam Alturkę i zafascynował mnie widok pościelonego przez nią łóżka   /jej łóżka /.
Gdy ścielenie odbywa się przy mnie , wcale nie jestem taka zachwycona:  zaczyna się od grzebanie łapą, a następnie po prostu wszystko fruwa w powietrzu. Tłucze się przy tym, jeżdzi po całym pokoju, a efekt końcowy bywa zwykle średnio imponujący. Jednak ostatnio zauwazyłam pewną prawidłowość.  Jak by nie zostały ułozone wszystkie elementy, jedno się zgadza zawsze : pod głowę podłożona jest poduszka, lub zwinięty kocyk, jeden albo drugi. Nigdy nie widziałam dokładnie jak ona to robi.
Kombinatorka. I tak dobrze wiem, że pośpi 3-4 godziny, a w nocy nielegalnie przeniesie się na fotel, gdy tylko wszędzie będzie już pogaszone.

22:43, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Tak wygląda ten gatunek

08:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 października 2011
Nie było czym się martwić.

Wszystko  jest już ustalone. Alturka uwierzyła że jej pozycja w domu nie jest zagrożona.  Pozwalam jej razem ze mną podchodzić do klatki z Agą, powąchać, ale cały czas powtarzam że nie wolno papudze nic zrobić. Ona doskonale rozumie o co mi chodzi i nawet chwilami ma dość tego mojego trucia. Wtedy ze zniecierpliwieniem trąca mnie mordą i to jest takie strasznie wyrażne i czytelne :  "no przecież wiem, wiem, dajże już spokój !..."  

I jeszcze jedno .  Ile razy ktoś z nas zawoła papużkę po imieniu, w jakiejkolwiek wersji,    natychmiast zgłasza się buwiśka.  Na wszelki wypadek.  A co jeśli zapomnieliśmy jak ma na imię i teraz jest inaczej ?  Lepiej zawsze sprawdzić , bo a nuż miała  dostać coś dobrego na ząb  i jeszcze przepadnie ?                              


13:54, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 października 2011
Nowa



      Chyba kiedyś opowiadałam, że jakiś czas temu mieliśmy papugę, taką większą z grupy tzw. gadających.   Była bardzo mądra, bardzo z nami związana i wprawdzie nie mówiła bo nikt jej nie nauczył,  ale za to szczekała jak pies, dzwoniła jak dzwonek oraz jak telefon i odtwarzała program pralki /płukanie, wirowanie itd./  Bezbłędnie podrabiała wszystkie piosenki kanarka.  Była wielką pieszczochą i uwielbialiśmy ją. A gdy jej zabrakło, Leszek obiecał sobie , że jeszcze kiedyś na pewno...
      I ostatnio zadzwonił do niego znajomy, czy przypadkiem nie chciałby... Na zasadzie  "w dobre ręce".
      Nawet ze mną  nie uzgodnił. Dowiedziałam się po fakcie, gdy już wszystko było załatwione, bo Leszek uznał, że te "dobre ręce" , to czyjeżby jak nie jego.
      No i przyjechała.  Trochę wystraszona, nie odzywa się narazie, cichutko siedzi i obserwuje.  Jest zielona z czerwonym dzióbkiem, trochę mniejsza niż gołąb.
      Alturka jest zafascynowana.  Zostały sobie przedstawione, sunia wie że to nie jest do gonienia więc trzyma się na parę kroków i "wgapia się" bez końca. Jest oczarowana. Musiałam jej wytłumaczyć że to teraz NASZA papuga, nie wolno jej straszyć ani zjeść.  No i że  poza tym , w dalszym ciągu w domu najważniejszy jest pies.
      A Zielona oficjalnie ma na imię Agatka. Mówimy na nią Aga.

      Wiadomość z ostatniej chwili : papuga zaczęła się odzywać,  ma taki  głosik  na wysokim tonie,  no i zrobił się problem.  Dla Altka to jest ewidentny gwizdek.  Była uczona  że na taki odgłos  trzeba  rzucić wszystko i pędzić do tego gwizdka.   Więc  tak robi teraz.    Więc albo Aga oduczy  sukę reagować na gwizdek,   albo ona zacznie  rozróżniać.                                                                                                                      

18:39, cymestymek
Link Komentarze (2) »

08:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
co denerwuje

...pewnie wszystkich, a mnie coraz bardziej. Że gdy chodzę po mieście, co kilka minut ktoś do mnie podchodzi i chce żeby dać mu złotówkę , dwie, cztery, w porywach do pięciu. Obecnie to zjawisko jest już masowe. Dokąd nie było, dawałam bo nie umiałam odmówić, bo myślałam  "ma gorzej niż ja", bo wydawało mi się , że jeśli do tego się posuwa, to jest na krawędzi. Następny etap wyglądal tak, że starałam się nie dawać, ale długo się tłumaczyłam dlaczego nie. To też było głupie. W sumie zawsze byłam na siebie zła - i gdy dałam i gdy nie.
A potem zauważyłam , że często podchodzą osoby ubrane lepiej ode mnie, młodsze, mówią swoją kwestię bez cienia skrępowania, a czasem wręcz są to faceci jak byki,  którzy o tej porze powinni być w pracy. I normalnie powinni się mnie wstydzić.
Więc w końcu oni wszyscy sami mnie nauczyli.
Teraz wreszcie już nie mam skrupułów. teraz już taka sytuacja mnie nie zaskakuje - no bo jak, skoro to się dzieje co 10 min.  I wreszcie sobie z nimi radzę.  Nie obrażam, ale jestem stanowcza i absolutnie już się tym nie zamartwiam. Samo zjawisko, w sensie tupet, pomysł, powszechność - nadal mnie zadziwia ale już spokojnie to obserwuję.  Noo, może z niesmakiem.
I już.

08:36, cymestymek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2