www.alteri.pl
RSS
wtorek, 29 października 2013
Nie ufać

Doczekaliśmy czasów, gdy na każdym kroku zagrażają nam oszuści. Mają na nas coraz to nowe sposoby. Wykorzystują nasze przyzwoite odruchy, gdy chcemy  pomóc,  uwierzyć,  zaufać.

Nie wolno! Ja też otarłam się o całkiem nowy, przynajmniej dla mnie, sposób. Ktoś namierzył mnie w internecie i dostałam wiadomość od murzynki a właściwie mulatki (przysłała zdjęcie) z obozu uchodżców w Senegalu. Pisała, że w czasie wojny na Wybrzeżu Kości Słoniowej zginęła jej rodzina. Teraz jest sama, w obozie uchodżców,  pod opieką znajomego księdza.

Poprosiła żebyśmy do siebie pisały na poczcie mailowej. Odpisałam jej. Wtedy dostałam kolejny list, który już nieżle mnie zaniepokoił. Pisała, że zginął również jej ojciec,  który był wysoko postawionym urzędnikiem państwowym i zostało jej po nim sporo pieniędzy.(kilka mln. dolarów). Ona będzie się starać je odzyskać, ale tam gdzie jest, nie wolno nic mieć przy sobie. Obawia się o swoje życie, obawia się że straci ten majątek i błaga o pomoc. Chce przysłać dokumenty aby tutaj założyć jej konto, a potem mogłaby z niego stopniowo korzystać. Do tego nr. telefonu tego jej księdza (12 cyfrowy).  I jeszcze kolejne jej zdjęcie.

Bardzo to wszystko wydawało mi się dziwne. Z jednej strony takie historie się zdarzają, a z drugiej....milion niejasności. Zawsze jestem ostrożna gdy chodzi o pieniądze,  tym bardziej gdy nie moje.. A tu? Takie sprawy z obcą osobą? Banki, miliony i Afryka?  Nabrałam pewności, że trzeba się z tego wycofać.  Postanowiłam jeszcze popytać moje dzieci co o tym myślą. No i rzeczywiście!!!  Już o tym słyszeli!  To nowa metoda oszustów. Zarabiają w ten sposób, że przedłużają korespondencję, piętrzą trudności, a oszukiwany mając obiecany spory zarobek, pokrywa  koszty manipulacyjne, adwokatów itd. A wszelkie te pieniądze trafiają do oszustów.

Mnie w ten sposób nie dałoby się nabrać, to dla mnie zbyt skomplikowane. Napisałam dziewczynie że nie mogę jej pomóc i żeby nie pisała więcej. A swoją drogą to smutne, że w dzisiejszym zepsutym świecie, każdy ludzki odruch życzliwości może być wykorzystany przeciwko nam.

00:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 października 2013
URODZINY !!!

Alturka kończy dzisiaj 10 lat.

Nie była ze mną od urodzenia, ale te lata które spędziłyśmy razem, dosłownie śmignęły. Zmieniła się przez ten czas i wsiąkła w naszą rodzinę,

Czuje się ważna i kochana, to widać, wie, że do kogoś należy, a to dla niej ważne.

Dbamy o nią - ma dużo ciekawych zajęć, spacerów, dobre jedzonko i spokój. W fundacji pracowałyśmy tak długo, jak Ona miała ochotę.

Były też chwile grozy gdy chorowała, stanęliśmy wtedy na głowie żeby jej pomóc. Teraz -odpukać- wszystko jest dobrze. Ma dobrą kondycję i fizyczną i psychiczną.

Rozumiemy się w pół słowa i gestu. Czasem najwyżej, próbuje rozważać czy warto mnie posłuchać, czy nie. Ale ja też jestem  uparta.

Poza tym ostatnio coraz bardziej  ją słychać. Mruczy, stęka, fuczy przez nos. Wydaje odgłosy jak niedżwiedż i chrapie w nocy.  Jęczy kiedy chce coś na nas  wymusić..... .Mogłabym o niej opowiadać bez końca.

Niestety, są chwile kiedy te 10 lat daje się zauważyć. Przeraża mnie myśl o przyszłości. Bardzo się boję chorób, cierpienia, rozstania...I mojej bezradności, kiedy nie mogę zrobić nic.

Ale nie myślmy o tym dzisiaj. Narazie jest wesoło, są parówki i paszteciki a w planie wycieczka. Cieszmy się tym co mamy, tu i teraz, dopóki jest dobrze.

Nie zapraszałam gości, bo jubilatka jakby coraz mniej towarzyska. Przekonałam się ostatnio na Błoniach, denerwują ją psie małolaty a jakieś bieganie bez sensu też odpada.

Z osiedlowych kolegów tylko równolatek golden ma względy. Może przypomina kolegów z pracy?  Reszta traktowana jest z najgłębszą obojętnością. Tak więc 10 stuknęło.

 Złożyłam jej na uszko życzenia, a wiedziałam dobrze co się jej marzy...  I słowo daję, że ona zrozumiała każde słowo - ten uśmiech i przyjazne szturchnięcie...I jeszcze wytarcie o mnie pyska a potem łobuzerskie wsadzenie mi pod pachę. Bądż z nami jak najdłużej Alturko!!!

17:10, cymestymek
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 października 2013

Bardzo się ucieszyłam kiedy odnalazły mnie (w necie) koleżanki z mojej pierwszej fundacji .

Minęło kilka lat odkąd się rozstaliśmy, jednak Alturka jest żywą więzią łączącą mnie z Alteri. Z wielką ochotą umówiłam się na psiarskie spotkanie na Błoniach.

Alturka nawet chętnie zebrała się ze mną, o przyzwoitej porze,  kiedy nawet buwiki już wstają.

Jednak okazało się, że największych przeżyć dostarczyła suńce jazda autobusem.  Po 2 przystankach,  pod Schroniskiem dla psów, wsiadła klatka z kotem, co nieodwracalnie zburzyło spokój mojego psa. Kot usiadł na końcu autobusu, my na początku, ale taki fakt przed Alturą w życiu się nie ukryje. Naciągała się w tamtą stronę,  jęczała i szczekała na zmianę. Ludzie się śmiali, a ja czekałam kiedy kierowca wyprosi nas z autobusu.

I te wszystkie przeżycia prawdopodobnie wyczerpały limit emocji na dzisiaj. Nasze towarzyskie spotkanie w ogóle Alturki nie uszczęśliwiło.

A było tak fajnie! Piękna pogoda, spacerowałyśmy sobie i gadały o wszystkim ale o psach głównie, a  do zabawy też było całe towarzystwo.

Cudny młodziutki springer mojej koleżanki, bokser drugiej koleżanki i plejada dochodzących - labki, golden, rodezjan i inne. Najdłużej został z nami malutki berneńczyk który idealnie się wpasował do zabawy.

Natomiast Alturce nie podobało się nic. Co to za tarmoszenia i kotłowania!        I jest za głośno! Naszczekała na młodzież przywołując do porządku, a ponieważ nikt się nie słuchał starej ciotki, odwróciła się do wszystkich tyłem. Przy każdej próbie spuszczenia jej i namawiania na bieganie, zabierała się w stronę przystanku.

Nie było wątpliwości, co chce powiedzieć  "po co my tu jesteśmy?!  Chodżmy do domu!!   Chodżmy!  Wystarczy już!!!"   Wyrażnie robiła wszystkim łaskę, nic nie było w stanie jej zainteresować. I poświęcaj się tu dla psa! Przecież to dla niej była ta wyprawa. Na pogadanie mogłam umówić się na kawę....

A była też z nami przemiła 5- letnia córeczka jednej z koleżanek i miała pięknego latawca w kształcie motyla. Latał bardzo wysoko bo akurat trochę wiało, tak więc atrakcji nie brakowało. Ale nawet pomimo takiej zbuntowanej postawy,  Alturka i tak była zmęczona.   W autobusie rozwaliła się na pomoście i nawet jej nie przeszkadzało że jakiś chłopak przystawił  ją jeszcze rowerem...

A w domu... dwie duże miski wody wypite duszkiem ( ona pije wyłącznie ze swojej miski)  i już do wieczora własne łóżeczko (z kołderką i poduszką).

No i dziwić się że tak ciągnęła do domu.......

21:02, cymestymek
Link Komentarze (4) »

20:53, cymestymek
Link Dodaj komentarz »