www.alteri.pl
RSS
czwartek, 30 października 2014
Suczki dwie :-) )))

Taka byłam ostatnio zalatana... Szpitale, przedszkolaki do pilnowania, babcie do zaopiekowania i jeszcze teraz cmentarze...

 Różne funkcje na codzień trzeba spełniać. Nie jest łatwo, ale za każdym razem "wszystko dobre, co się dobrze kończy.."

I w tym zagonionym czasie, spotkała mnie taka miła niespodzianka!

Moja przyjaciółka z Olsztyna z którą kilka lat temu połączyła nas miłość do bouvierów, załatwiła dla nas obu przepiękne podobizny Altury i Debry.

Są wykonane w drewnie, artystyczne, na specjalne zamówienie. Jedna jest czarna, druga jaśniejsza, jak nasze suczki. W dodatku modelką była Debra!

Ogromnie mi się podobają, mam coś wyjątkowego!  Teraz taka  Alturka stoi sobie na widocznym miejscu i przynajmniej mam pewność, że tę,  mam na zawsze...


11:59, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 01 października 2014
W stronę gór

19:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Od bardzo dawna miałam ogromną ochotę wyskoczyć na 1 dzień do Zakopanego.

Mieszkam w końcu nie aż tak daleko i  dotąd zawsze udawało mi się taki mały wypad  raz na jakiś czas zorganizować, gdy już bardzo  tęskniłam.

I wystarcza mi wtedy z czasem coraz mniej -  już nie wycieczki w góry lub piękne dolinki.  Głównie jest mi potrzebne  żeby  "napatrzyć się", poczuć bliskość gór, ich potęgę i niezmienność...

A potem jeszcze przewędrować snobistyczne Krupówki, kupić od bacy oscypka,  zjeść lody patrząć na Giewont i już mogę wracać. Na jakiś czas mam "naładowane baterie".....

Tym razem trasę pokonaliśmy sprawnie, może dlatego że to zwykły wtorek. Jednak zaczęły się trudności,  gdy przed wjazdem do miasta chcieliśmy gdzieś zrobić mały postój.  Taki,  żeby zjeść kanapki, wypić kawę z termosu i rozprostować kości,  a zwłaszcza dać pobiegać psu.

Zabudowa rozwleczona była na kilometry. Przy okazji - każda góralska chata jest prawie schowana pod tablicami reklamowymi. Dawne klimaty gdzieś zaginęły. Teraz co krok jakiś mały przemysł, firmy,salony i banki....

Ja wiem że trzeba z czegoś żyć, ale tak jakoś żle to wygląda. Pomieszanie z poplątaniem.

Gdy wreszcie znależliśmy kawałek miejsca bez owiec, kur, ludzi i krów, mogliśmy się rozłożyć i spokojnie wypuścić Alturkę.  To był Poronin,  a my stanęliśmy w ładnym miejscu nad rzeką.

I wtedy w naszą suńkę coś wstąpiło - szaleńcze biegi wzdłuż rzeki!  wskakiwanie do wody (oczywiście w płytkim miejscu żeby nie zamoczyć głowy!) bieganie po wodzie, jakieś kółka...

W końcu znalazła się pod taką skarpą,  po której w żaden sposób nie mogła wydrapać się na brzeg... Rozległy się płacze i piski, więc trzeba było pędzić ratować!

I chyba na tym postoju  zostały spożyte wszystkie  siły buwiśki,  bo za chwilę, gdy mielismy pochodzić  po Krupówkach,  ciągnęłam na smyczy  prawie zdechłego psa,  który uważał, że wszystko już było, teraz trzeba iść spać!  Nie chciał już ani  ruszyć  łapą!    Odpuściliśmy więc część planów, bo chyba  trzebaby  nosić głównego wycieczkowicza.

Za to z powrotem  skierowaliśmy się  na Czorsztyn,  więc na odmianę okolice Pienin,  Zalew i trasa wzdłuż Dunajca.

Piękne widoki, tak bardzo mi tego brakowało! Jechaliśmy do nocy, zrobiliśmy 260 km.  ale i tak najbardziej zmęczona była Alturka!

19:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »