www.alteri.pl
RSS
środa, 13 kwietnia 2016
Do przodu...

Minął miesiąc odkąd adoptowaliśmy Abrę.  Odkąd w deszczu i mgle przywieżliśmy ją z Opola do Krakowa, bo jeśli już takie jest przeznaczenie, to nie ma na co czekać.
I rzeczywiście, szkoda było czasu.  Każdego dnia dzieje się tyle rzeczy...
Od początku wzajemnie się obserwujemy. Nas śledzi bez przerwy wpatrzona para  brązowych oczu. My obserwujemy jak w różnych sytuacjach sunia się zachowuje, bo ciągle jeszcze jest dla nas zagadką.
Przestałam się bać że sobie nie poradzę. Ciągle ją czegoś uczę, prostych rzeczy które moim zdaniem każdy pies powinien umieć. Szybko łapie o co mi chodzi i zapamiętuje. Jest strasznie szybka, więc najpierw nauczyłam że trzeba umieć się opanować, trzeba chwilę zaczekać aby dostać to, czego się chce.
Znajomości porobione, wszyscy bliscy już zapoznani z suczką i zaakceptowani. Musiało to potrwać, ale już jest ok.
Został jeden spory problem:  obcy, mijani na ulicy, ludzie i psy.  Jest dobrze jeśli nie zwracają na nas uwagi.  Jednak nikt nie ma prawa  podejść, ani do mnie , ani do niej.
Obce psy - bardzo różnie. Czasem lekceważy nawet te najgrożniejsze, a czasem  objeżdża byle jaką bidę, bo za blisko podejdzie.
I właśnie dlatego zapisałam ją do szkoły. Do podstawówki. Psiej oczywiście, na kurs podstawowy, żeby nabrała ogłady.
 Myślę że nawet poradziłabym sobie sama, ale dłużej by to wszystko trwało.
 No i jak rozpracować te relacje z obcymi, nie ryzykując pogryzienia albo jej, albo przez nią ?  Na osiedlu tego nie zrobię. Potrzebuję pomocy.
 Potrzebne są  spotkania w większej grupie, ustalanie relacji i nawet gaszenie konfliktów. 
Na szkoleniu będą po temu warunki : bezpieczne miejsce i fachowe oko.

23:56, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016
Z życia wzięte...



Wsiadłam do autobusu na pętli. Byłam zmęczona, nałaziłam się po mieście. Teraz już miałam przed oczami tylko  jeden obraz: wchodzę do domu i szaleńczo wita mnie Abra! Nikt nigdy dotąd tak mnie nie witał!
Za mną wsiadła dziewczyna o dość ekscentrycznym wyglądzie. Na głowie dredy, w twarzy kolczyki w różnych miejscach, reszta stroju w tym samym stylu. Nie podobało mi się, ale co mnie to obchodzi.

Bardziej zainteresowało mnie , że był z nią pies. Ładny, wyjątkowo duży wyżeł, spokojny. Ładnie się położył. Był bez kagańca i na zwykłym okrągłym sznurku. Patrzył na dziewczynę z uwielbieniem. 
I w tym momencie  ona, spytała właśnie mnie, „czy będziemy przejeżdżać obok azylu?“
Tak - powiedziałam, a ona, czy pokażę jej gdzie to....
W tym momencie już jej nienawidziłam...
Autobus ruszył, minęło kilka przystanków, wreszcie musiałam powiedzieć „to tutaj“...
Patrzyłam jak pies wesoło się poderwał, jeszcze oschle powiedziałam że trzeba na drugą stronę, a na koniec nie patrząc na nią:  „chce go pani oddać....“
I wtedy usłyszałam:  NIE!!!  chcę wziąć drugiego! będzie miał koleżankę albo kolegę!....
Tego się nie spodziewałam!  Miałam ochotę ją uściskać!
Chciałam jej powiedzieć co myślę, ale coś ścisnęło mnie za gardło i powiedziałam tylko:  „ja też tydzień temu adoptowałam psa i jest taki cudowny....“
Uśmiechnęła się, kiwnęła głową a ja rzuciłam jeszcze „powodzenia“...

i poszłam w stronę mojego Wesołego Ogona.
Jak to się można  pomylić.

16:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 marca 2016
Po fajnej wycieczce ....

12:14, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 marca 2016
na Błoniach

Upewniłam się co do jednego: to nie z psem mam największe kłopoty. To z ludżmi!
Od tygodnia chodząc z Abrą, każdego kto pojawia się zbyt blisko, ostrzegam. Nie dotykać, nie głaskać, nie nachylać się...Trafiam w próżnię. Ludzie wiedzą lepiej - każdego psa należy pogłaskać i poklepać (najlepiej po głowie!)  Grzecznie tłumaczę w czym rzecz, ale i tak od razu wyciągają się ręce... Muszą pogłaskać!  Ja sztywnieję, sunia czasem to znosi a czasem warczy...  Wtedy wielkie zdziwienie i czasem obraza...
Czy każdy czuje się zaklinaczem psów? Zasady dotyczą wszystkich oprócz niego?
Chodzę z nią w miejsca gdzie są ludzie i psy, bo chcę żeby się z tym oswoiła.
Potwierdza się, że nie lubi jak ktoś wchodzi w jej przestrzeń.  To silne u niej. Staram się złagodzić ale trzeba na to czasu.
Tymczasem w domu zaprzyjażniła się już ze wszystkimi, którzy tu mieszkają, chociaż na innych piętrach.
Święta były trudnym testem. Mieliśmy gości, kilka obcych dla niej osób, w tym dzieci. Długo myślałam jak rozegrać żeby nie doszło do żadnych kolizji. Ogromnie mi zależy na dobrych układach z rodziną ale sunię także chcę ochronić...
Wzięłam ją do siebie, „oswoiłam“,  teraz już zawsze będę za nią odpowiedzialna.
Dzisiaj dłuższy spacer w miejscu gdzie są psy i ludzie. Dużo. Taka socjalizacja.
Bilans - ostro zwarczanych 2 facetów którzy nie zrozumieli tekstu „proszę jej nie dotykać bo może się rzucić...“  Potem przegoniony mops, który był absolutnie głuchy na wołanie swojej pani.. A na koniec ostro potraktowany wesoły labek, który przybiegł z daleka z jak najlepszymi intencjami...
 Jest coś nowego: po każdej takiej swojej wyskokowej akcji, Abra patrzy na mnie.. A ja niezmiennie mówię:  żle zrobiłaś! nie wolno tak! i ustawiam do pionu kilkoma komendami..  Myślę ze doczekam się , że będzie po mojemu.
Za to po całej wycieczce, sunia wygląda na absolutnie zadowoloną.  Jeszcze tarzanie w zdechłym wróblu i do domu wraca pies szczęśliwy.


 



19:31, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 marca 2016
Święta!!!!

A ja......

Znowu
Mam wpatrzone we mnie brązowe oczy
Mam puchaty ogon który o mało się nie urwie gdy wracam do domu
Mam powód by chodzić nad Wisłę, na łąkę, by wyjechać
Mam kogoś, komu podobają się wszystkie moje pomysły.....

 

 

Życzę Wam Świąt pełnych radości i obecności tych których kochacie, ktokolwiek to jest.
Pięknej pogody i długich spacerów. I słoneczka nad głową i w duszy :-)))))


W I E L K A N O C    2016

 


 

 


11:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 23 marca 2016
Abra

11:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
początki

Za nami pierwsze 10 dni. Dwóch moich znajomych od szkoleń, już na wstępie powiedziało mi, że pakuję się w kłopoty.

Bo pies 5 letni. Bo nie wiadomo skąd się wziął i jaką ma przeszłość. Nie wiadomo jakie lęki i jakie skojarzenia mogą się odezwać.
Wiem. Wszystko to prawda, ale już zadecydowałam. I nie wzięłam jej na próbę. Ona już ze mną będzie.
Ogromnie tęskniłam za Alturką. Nadal mam na honorowym miejscu jej drewnianą podobiznę. Dostałam ją w  prezencie, a potem jeszcze   radosne, łąkowe zdjęcie Alturki oprawione w ramkę. W necie ciągle trafiam na zdjęcia buwików, bo połowa moich znajomych to właściciele tej rasy...

Teraz tęsknię mniej.  Abra przywróciła mi chęć do życia, bo bez radosnego psa już nie chciałam ani wiosny ani wyjazdów, ani niczego...
Znowu mam obowiązki bo nową suczkę muszę przystosować do życia z nami i nauczyć tylu rzeczy!
Jest dobrą sunią. Chce współpracować. Potrzebuje człowieka. Bardzo się stara żeby zasłużyć na pochwały... I na głaskanie i przytulanie. Ogromnie tego potrzebuje. Nie od razu chce zaufać, to nie jest natura goldena. Ale po kilku obszczekanych spotkaniach zaczyna się przyjażń.
Szybko się uczy. Już wie jakie są zasady i zwyczaje i je respektuje. W domu jest prawie  idealna. 

Ale poza domem  rzuca się ze szczekaniem  na każdego kto próbuje podejść. Łatwo jest wtedy przywołać ją do porządku, ale kogo chciała nastraszyć, to nastraszyła.
Wizytę u weta traktuje jako wizytę towarzyską. Potrafi rozwalić się na środku gabinetu i luzik...
A  co do wyglądu to  jako duża czarna - przypomina Altusię, frędzle na uszach i łapach  stanowią motyw ze spaniela, więc łączy  szczegóły  moich psów  z przeszłości..
I jednak ze wszystkich ogłoszeń to ona zwróciła moją uwagę chociaż była aż w Opolu.
Musi być dobrze. 



10:36, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 marca 2016
Abra

11:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016
pracujemy

Tyle samo sukcesów co porażek.
 Wiele rzeczy mi się udaje, Abra łapie błyskawicznie, chwilami czyta w myślach.
Czasem myślę że to ja działam zbyt chaotycznie, chcę od niej za dużo na raz.
Ale ona daje radę, zapamiętuje wszystko co z nią robię. Muszę się pilnować, bo jeśli popełnię błędy, to też zapamięta.
 Chwilami osiągam już taki stan, że mówię:  „ jestem wielka!  suka jest genialna!“ no i  wtedy natychmiast zawala się wszystko. To typowe zjawisko.
Znowu ciagnie na smyczy, rzuca się na każdego kto chce do mnie podejść, rzuca się na psy.  A gdy wobec tego jestem bliska załamania, Abra ze stoickim spokojem mija rowerzystów, biegaczy, chce się bawić z rottweilerem który zawsze chciał zjeść Alturkę... Przechodzi obok kotów (napięta, ale przechodzi)
Naprawdę, to wszystko musi potrwać, przecież to wiem.  Nie ma się co tak spieszyć, mamy czas, zmierzamy w dobrym kierunku, jestem pewna.
Jesteśmy razem dopiero 5-ty dzień!
A dzisiaj dowiedziałam się jaka była opinia lekarska i fundacyjna -  prawdopodobnie  Abra ostatnio urodziła i karmiła szczeniaki!  Może nawet dlatego została wyrzucona....
Tak żałuję że nic o niej nie wiem. Może nawet przeżyła więcej niż mogę się domyślać...

20:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 marca 2016
zmiany, zmiany


Jeszcze trochę czuję się nie w porządku wobec Alturki. Nadal mam ją na pulpicie i na tapecie komórki. Profilowego zdjęcia z buwisią też nie chcę zmieniać.
A przecież, jednak, mamy nowego psa.
To sunia, znaleziona na parkingu i zaopiekowana przez fundację. Jest w typie hovawarta i po przysposobieniu do adopcji,  Fundacja pomocy hovkom,  dała ogłoszenie.
No i akurat ja musiałam na nie trafić.
 Nie od razu ją chciałam, bo byłam jeszcze załamana  śmiercią Alturki, ale zapadła mi w pamięć i  zaglądałam czy nadal aktualne...
Wreszcie do nich napisałam. Procedury były niełatwe do przejścia. Chcieli  dogłębnie poznać nas, warunki jakie mamy, dotychczasowe doświadczenia z psami i podejście do wielu problemów. Pochwalam to, bo robią wszystko żeby rozczarowany nowy właściciel nie oddał psa z powrotem po tygodniu. Próbują wszystko przewidzieć.
Przeszliśmy zwycięsko przez te próby, nawet 2 razy jeżdziliśmy z Krakowa  do Opola.
No i ostatecznie  sunia zamieszkała u nas.
Jest duża, lśniąco czarna, ma frędzelki na uszach i puchaty ogon. Nazwaliśmy ją Abra.
W domu jest idealna!  Delikatna,  posłuszna, robi wszystko żeby być w porządku :))
Nie była nigdy szkolona, nie umie nic. Ktoś po drodze nauczył ją jedynie dawać łapę, więc cały czas próbuje wszystko tą łapą załatwić...
I przytula się, rozdaje buziaczki, uczestniczy we wszystkim,  tak jak lubię...
Ale  kłopoty zaczynają się poza domem. Uprzedzano nas że jest mocno stróżująca. Nadmiernie.
I rzeczywiście są z tym problemy. Rzuciła się już kilka razy będąc na smyczy  - na sąsiadów którzy chcieli zagadać, na psy zaprzyjażnione z nami od dawna....
Siedzę teraz  w internecie i czytam rady behawiorystów.  Powyciągałam wszystkie szkoleniowe książki i szukam na ten temat. Muszę znależć sposób i poprawić te zachowania!
A Abra rozciągnęła się pod moimi nogami i śpi. Jej problemy już się skończyły. Zaczęły się moje.

21:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 marca 2016
Wakat

Wiedziałam że puste miejsce po Alturce  nie pozwoli nam żyć...

Wszystko ją przypomina. Leszek chciał koniecznie następnego bouviera.

Ja nie, bo żaden inny nie będzie Nią, nawet gdyby wyglądał identycznie. Byłoby jeszcze gorzej...
Chciałam  jeszcze jakiś czas odczekać, jeszcze płakać, próbować zapomnieć...

Ale w końcu pomyślałam,  że nam też życie ucieka.

Że jest wokół tyle psiego nieszczęścia,  a przecież sama zgodziłam się z powiedzeniem, że pies odchodzi po to, by zwolnić miejsce dla innego,  który bardzo go potrzebuje...
 W ogłoszeniach codziennie widzę po kilka psich nieszczęść, łapiących za serce, poruszających.... Smutnych psiaków,  które przez ludzką podłość często przeszły przez piekło...
A przecież u nas są jeszcze  wszystkie psie sprzęty, jest miejsce,  są pory dnia zarezerwowane dla psa i jeszcze nie zajęte przez nic innego...

Decyzja zapadła!
Nie ma sensu czekać! Życie ucieka i nam i temu psu, który gdzieś tam czeka i jest nam pisany... 

Żebyśmy tylko na siebie trafili.


17:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 lutego 2016
Pożegnanie

Historia Alturki dobiegła końca.
Jest mi tak strasznie smutno i żle...
Na takie rozstanie nie można się przygotować.
Wczoraj po wieczornym, spokojnym  spacerku,  dopadło ją porażenie wszystkich 4 łap.
Nie mogła wyjść po schodach, rozjedżała się na płasko, każda łapa w inną stronę, jakby były ze szmatek....Ponad godzinę, w 3 osoby  ostrożnie transportowaliśmy ją do mieszkania.
Byłam z nią całą noc. Jęczała, piszczała i spała po jakieś pół godziny, bo dałam jej lekarstwo na uspokojenie i  rozlużnienie. Mam wrażenie że ją przerażało to, że nie może zapanować nad poruszaniem.  Nawet obrócić się z boku na bok nie mogła bez mojej pomocy....
Było mi jej tak strasznie żal i wiedziałam już,  że to jest ten moment...
Od zawsze wiedziałam że zrobię dla niej wszystko, ale przede wszystkim nie pozwolę jej cierpieć. Taka decyzja to najtrudniejszy egzamin dla każdego właściciela. Egzamin z prawdziwej miłości.
Ma 13 lat, można było jeszcze podać sterydy ale na ile podziałają? Może stanie jeszcze na nogi, ale nie będzie już biegać, nie ubędzie jej lat,  a cierpienia szybko powrócą....
Rano od razu zadzwoniłam do naszej pani wet. i poprosiłam żeby do nas przyjechała. Absolutnie nie ciągnęłabym suni w tym stanie do przychodni, chciałam żeby była u siebie, na swoim łóżku z poduszką...

I tak się stało. Leżała w swojej ulubionej pozycji, my klęczałyśmy przy niej i robiła wrażenie całkiem zadowolonej, że znalazła się w centrum uwagi.
Wcześniej,  czekając na panią od zwierzątek, naprzytulałyśmy się za wszystkie czasy, został zjedzony cały pasztet i prawie wszystkie śmierdzące suszone żwacze.
Podobno pycha.....

A teraz .... cały czas  ją słyszę, widzę,  czekam kiedy przyjdzie przypomnieć  że to pora kolacji.  A potem jeszcze przypilnuje pana żeby zjadł swoje i malutki kawałek zostawił psu... Jeśli się za bardzo grzebał przychodzila do mnie: „powiedz mu!!"

Wiem, że teraz już nie cierpi. Że biega po cudownych łąkach i mam nadzieję że są tam uciekające przed nią koty. I moje dwa psy które miałam wcześniej. I że kiedyś ja do nich dołączę...
Teraz cierpię ja, ale tak już musi być. To cena za te wszystkie szczęśliwe chwile, które dałyśmy sobie.

Przestawiłam fotel. Nie mogę znieść tego pustego miejsca.

Do zobaczenia Księżniczko  :)))


13:31, cymestymek
Link Komentarze (11) »
czwartek, 11 lutego 2016
Odwiedziny

W kategorii „wydarzenia „   spotkało nas ostatnio coś bardzo miłego. 
Odwiedziła nas Magda, ta sama,   z którą  znamy się jeszcze z brzeżnickich czasów.  Właścicielka uczonych i mądrych goldenów - Igora  zwanego  Ajkim oraz Egona. Autorka bloga o nich i sobie pt. Blondyn i blondyna.
W Magdzie uwielbiam jej poczucie humoru i podejście do życia, inteligencję i wrażliwość.
Dlatego ogromnie się ucieszyłam gdy pojawiła się szansa na spotkanie. Tym razem to za sprawą Michała Rusinka, asystenta Wisławy Szymborskiej, który napisał książkę i w  Rynku zorganizował  wieczór autorski.
Magda postanowiła zaliczyć to spotkanie i stąd jej przyjazd do Krakowa.
Muszę jeszcze dodać, że Magda zawsze otoczona jest wspaniałymi ludżmi. Widać tak to jest, że przyciąga się podobnych do siebie, więc i tym razem towarzyszyli jej przesympatyczni młodzi ludzie.
Wnieśli do naszego domu tyle naturalnej wesołości i optymizmu, że naprawdę wspaniale było znależć się w ich towarzystwie.  Pogadaliśmy o wszystkim po trochę,  a na wesoło  o dzieciakach i o psach,  można w nieskończoność.
Rozsiedliśmy się u Doroty na dole, więc na chwilę pojawił się również Przemek, nasz przedszkolak, no i cały czas  w centrum uwagi była Alturka.  Dziewczyny znają się doskonale od dawna i nawzajem darzą przyjażnią.
 Sunia  z natury okazuje uczucia bardzo oszczędnie, jednak od razu było widać że Magdę poznała i trzymała się jej przez większość czasu. Trochę to pewnie za sprawą mnóstwa różnych chrupek którymi została obdarowana, ale nie tylko, bo na koniec przy pożegnaniach z własnej woli podeszła i otarła się o jej rękę.

Tak się cieszę że to spotkanie doszło do skutku! Bardzo dobrze wspominam czasy Fundacji w której byłyśmy razem... A teraz też mamy trochę fajnych zdjęć na pamiątkę, chociaż nie wiem dlaczego ani jednego nie udaje mi się tu zamieścić....


Jedyne co się nie udało, to pogoda na zewnątrz. Wiało, było mokro i sypał gęsty śnieg z deszczem.

Szkoda że tak, bo czekała ich jeszcze ponad godzina jazdy.



 


 



00:40, cymestymek
Link Komentarze (7) »
czwartek, 07 stycznia 2016
Po sasiedzku cd. :)))

Z jamniczką zza płotu jesteśmy już zaprzyjażnione. Wzajemne obszczekiwania maja teraz charakter przyjacielski. To trochę takie popisywanie się przed drugą suczką,  a trochę dla rozgrzewki. Poza tym, bardzo miła okazała się właścicielka - sąsiadka,  sporo  nagadałyśmy się gdy tylko psiska nas nie zagłuszały. Dowiedziałam się wszystkiego o jamniczce, a w rewanżu ja,  opowiedziałam historię Alturki;  chyba rzucało się w oczy, że każda z nas nie ukrywała dumy...  Było o tym  co to pies potrafi, a jakie nauki ukończył, a gdzie występował/pracował.

I wtedy  ja, opowiadając o Alturce , przypomniałam sobie różne momenty z naszej wspólnej przeszłości.  Jak to przywiozłam ją z fundacji już jako 5latkę,  osiem lat temu.  Jaka była wtedy niezależna i nietowarzyska.  Jak stopniowo nabierała zaufania i otwierała się przed nami.
Pamiętam jak  potem wymyśliłam,  że szkoda jej doskonałego wyszkolenia na bycie zwykłym rodzinnym psem.  To przecież kompletnie wykształcony assist.  Umie tak dużo, że powinnyśmy to wykorzystać.

No i znalazłam odpowiednią fundację, świetnych ludzi i zajęłyśmy się dogoterapią! To był wspaniały, pracowity czas i mnóstwo satysfakcji.
I gdy przypominałam sobie tamten okres, a potem jeszcze wszystkie nasze wyjazdy, wycieczki, dłuuuuuugie łażenia przeróżnymi szlakami.... zrobiło mi się żal że ten czas przeminął.

I dotarło do mnie, co to znaczy gdy czasem nie wykorzysta się danych możliwości. One potem mijają bezpowrotnie i wtedy bardzo się żałuje, nie mogąc już nic na to poradzić.
 Na szczęście ja tak nie mam. Wykorzystałam wszystkie szanse.

Patrzę na tę moją kochaną staruszkę, czasem mnie rozczula,  a czasem muszę mieć do niej mnóstwo cierpliwości... Bo się zamyśla, zagapia, powoli rusza... i wtedy wspominam to wszystko co robiłyśmy razem i jaka byłam z niej dumna.
Doceniam   jakim zaufaniem  obdarzyła mnie ona. Jakim uczuciem, wyrażanym po swojemu, bo to nie są  wylewne psy,  które zalizują właściciela przy każdej okazji...
I jest mi żal tamtego minionego, wspaniałego czasu.

Żal dlatego że przeminął, że nigdy już nie wróci.





00:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 grudnia 2015
Święta tuż tuż....

Jutro Wigilia.

Porządki zrobione, dzisiaj cały dzień w kuchni, robię wszystko co trzeba zrobić, żeby było tak jak lubimy. Alturka łazi za mną krok w krok. Ma nieustającą nadzieję,  że albo coś jej dam poza dziennym przydziałem, albo samo spadnie... I oczywiście, zawsze na coś tam się załapie. Przez resztę czasu lezy rozciągnięta, zawsze w miejscu gdzie najczęsciej się przechodzi. Ma wszystko na oku, nic jej nie umknie, a że cały czas trzeba ją przekraczać i omijać....Cóż, tak naprawdę,  to bardzo lubię gdy mi towarzyszy...

Spokojnych, zdrowych, wypoczynkowych Świąt i dobrego roku 2016 !!!!!!!

                                              życzą Ela & Alturka

23:37, cymestymek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 22 grudnia 2015
Po sasiedzku

Do sąsiadki zza płotu przyjechała córka z jamniczką.Sunia  nieduża, ciemna,  bardzo energiczna. Rządzi się tam na podwórku codziennie od rana, więcej ją słychać niż widać. Bardzo przypomina Fredkę, jamniczkę którą mieliśmy kiedyś na przechowaniu przez 3 tygodnie, w czasie zanim nastała Alturka.
Dzisiaj rano nastąpiła konfrontacja. Jamniczka szczekała w moją stronę zza siatki gdy pojawiła się Alturka.  Bez większych emocji podeszła bliziutko i swoim grubym głosem 3 razy szczeknęła prosto w pysk małej...
I wtedy jamniczka zrobiła w tył zwrot i truchcikiem odeszła,  a jej  mina oznajmiała.  że nie ma do nas nic absolutnie, a to szczekanie przed chwilą, to było zupełnie na inny temat....
Zgoda sąsiedzka powróciła.

00:39, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 listopada 2015
Jesienno-zimowo, szaro-buro, tylko spać... :)))

12:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Aktualności

Po długiej przerwie,  postanowilam uzupełnić wiadomości o Alturce. Niech ta nasza wspólna historia będzie kompletna.
 Może kiedyś uda mi się wydrukować to wszystko  co pisałam na blogu, miałabym pamiątkę po tym wspaniałym okresie mojego życia, związanym z fundacjami -  Alteri, potem z Dogoterapią, z Tymkiem,  z Alturką i kilkoma innymi cudownymi psami, które przewinęły się przez moje życie w tym czasie.
Zawsze miałam na to ochotę.
Ostatnio Alturka się przechorowała. Zaczęło się od anginy, potem doszły komplikacje..
Stawaliśmy na głowie, my i nasza weterynarz, mądra, życzliwa i rozsądna. Dokładne badania, potem zastrzyki, tabletki, osłony na żołądek i serce bo jak leczymy jedno, to szkodzimy na drugie...
Było ciężko  bo znowu trudno jej było chodzić, więc trzeba się było uszarpać  i z wożeniem  do lekarza i z wychodzeniem..
Robiłam wszystko co trzeba, bo stwierdziłam że jeszcze nie pora na umieranie, chciaż zaczęła 13-ty rok.  Jeszcze można pomóc.
I tym razem jeszcze się udało. Wyleczone stany zapalne, dobre wyniki. Jednak w tym wieku takie choroby pozostawiają ślad. „Zmiotło ją“ zauważalnie. Słabo się rusza, nie ma siły i sama ogranicza spacery, coraz bardziej. Do niczego jej nie zmuszam, we wszystkim pomagam. Dopóki nic jej nie boli, dopóki ma przypływy dobrego humoru i ochoty na rozrabianie, niech sobie żyje we własnym tempie. Wprawdzie na rtg płuc pokazały się zmiany które mogą żle wróżyć, ale sprawdziłam że nie postępują w szybkim tempie, po prostu są.
Ustaliłyśmy z lekarką że będziemy działać dorażnie , żeby zabezpieczyć suni komfort życia na co dzień. Nie ma mowy o żadnych biopsjach ani innych  radykalnych działaniach.  Niech ma spokój i wszelkie możliwe przyjemności.
I tak na przykład Alturka niezmiennie kocha jedzenie. Oczywiście zachowujemy rozsądek bo nie pomogłoby jej gdyby nagle zaczęła tyć, ale czemu nie uatrakcyjnić porządnej suchej karmy dla seniorów? 
Na przykład dzisiaj ugotowałam jej orkiszową kaszkę z mięskiem. I kiedy przyszła wytrzeć sobie o mnie pysk i opowiedzieć o pełnym brzuszku, widziałam że jest Psem Szczęśliwym.
Teraz śpi sobie spokojnie i głęboko i słodko chrapie.
Piszę o wszystkim ponieważ Alturka ma mnóstwo swoich znajomych którzy interesują się jej sprawami.  Ostatnio taka właśnie nasza Przyjaciółka Rodziny powiedziała - nic nie wiedziałam że Alturka choruje... Wtedy doszłam do wniosku,  że gdzie jak gdzie, ale tutaj powinny być wiadomości co i jak.
A ostatnio zagadnęła mnie nasza prezeska z dogoterapii, że poszukuje kogoś do poprowadzenia w Krakowie zajęć z dzieciakami..  Jeszcze nie tak dawno sama bym się chętnie  zaangażowała,  ale w tym momencie już ani Alturka ani ja, nie mamy siły..
Czas jest nieubłagany, co robić....

11:47, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 czerwca 2015

17:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 czerwca 2015
Ciąg dalszy tematu

Minęło trochę czasu od podania pierwszego lekarstwa. 

Bałam się odezwać wcześniej, żeby nie zapeszyć, ale chyba teraz już mogę!  :-))))
Alturce ubyło kilka lat. Dawno nie widziałam jej takiej radosnej!

Znacznie lepiej się porusza, chce jej się bawić i wygłupiać. To ona namawia mnie do ćwiczeń, z których już zrezygnowałyśmy, bo przecież ciągle było „nie dam rady!“

Nie wiem dokładnie na czym to polega, ale ogromnie się cieszę, to miód na serce i sama radość patrzeć na taką zmianę.
Z drugiej strony, mam też obawy. Jasne jest, że ból sunię opuścił, ale przecież zmiany w kościach i stawach pozostały.  Na pewno zlikwidujemy stany zapalne, ale uważać i tak trzeba; nie zamierzam jej zbytnio forsować - niech to ona decyduje ile może i ile chce.
Cała kuracja ma trwać pół roku, opiera się na enzymach  i ma nie mieć skutków ubocznych. Zebrałam takie opinie od ludzi którzy się na tym znają. A potem widoczne efekty, mają się utrzymywać  przez ok 3 lata. No to przecież warto!


Opisałam to wszystko ponieważ to blog  głównie dla psiarzy. Dowiaduję się, że czasem jeszcze ktoś tu zagląda, więc  poczuwam się do tego, aby podzielić się odkryciem.
Każdy ma najpierw młodego psa a potem coraz starszego,  zawsze jest  przykro patrzeć jak nasz skarb traci siły i cierpi...

To niby eksperyment, ale może okaże się że to sposób na przetrwanie trudnego okresu starzenia? Może ktoś skorzysta z naszych doświadczeń.

10:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 czerwca 2015

21:53, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
szansa

Alturka - 11 lat na karku. Młoda duchem, jednak fizycznie różne elementy jej organizmu trzeba wspomagać. Robimy to więc i ogólnie jej kondycja jest całkiem niezła. 

Nie da się jednak ukryć, że poruszanie sprawia jej trudności. Dawałam różne środki, jednak każdy z nich dorażnie pomagał, ale szkodził bardzo na żołądek i wątrobę.

Myślałam , że już na to wszystko nie ma  rady i że będzie coraz gorzej, jednak pojawiło się światełko w tunelu. Pojawił się lek - nowość.

Podobno szalenie skuteczny. Bez działań ubocznych. Nie na bazie sterydów. Wychwalany w internecie, bo przeczytałam o nim wszystko. Jest tylko jeden szkopuł - BARDZO drogi. Jedna tabletka Trocoxilu kosztuje 145 zł.  Na półroczną kurację potrzeba ich 7szt.  No, wydatek duży, bardzo duży!

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o nim od altusiowej lekarki, stwierdziłam że w ogóle nawet trudno traktować to poważnie;   kosmiczna cena,  daleka od moich możliwości. Jakaś abstrakcja!!! Jednak nie dawało mi to spokoju.

Po pół dnia, doszłam do wniosku, że nie ma przecież nic, co byłoby ważniejsze od ratowania Altka!  Że za wszelką cenę muszę spróbować jej ulżyć,  jeśli tylko pojawiła się taka szansa. Przecież jakoś to uzbieram! Dobrze, że wydatek trochę rozłoży się w czasie.

Zdecydowałam się. Po pierwsze ta altusiowa lekarka zasługuje na zaufanie bo znamy się od lat, a po drugie, dla suńki zrobię wszystko.


Odezwę się za jakiś czas. Albo będę chwalić i polecać ten lek jeśli  przyniesie znaczącą poprawę, ale będę tu przeklinać i jęczeć, jeśli dałam się nabrać.

21:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 maja 2015

10:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

10:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

10:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55