www.alteri.pl
RSS
niedziela, 17 maja 2015
Maj

Zauważyłam, że naszym życiem zaczęły rządzić rytuały. Powtarzalność dotyczy wielu spraw, zwłaszcza w obszarze życia naszego psa.
Znowu, wiosennie, wyjechaliśmy na 3 dni na wieś. Tym razem zaangażowany był cały  sztab ludzi, aby plan udało się wykonać.
Okazuje się, że jesteśmy tak bardzo potrzebni tu i tam, że wszędzie trzeba było ustanowić zastępstwa i nawet przeprowadzić szkolenia.
Cóż, łatwo nie jest, mamy pod opieką staruszkę 90+ która jest absolutnie nieprzewidywalna.
I znowu pierwszy dzień minął nam głównie na strzyżeniu i kąpaniu psa.
Również jak zwykle,  wyszedł z tego przedziwny kundel.  Z pewnością żaden bouvier nie podałby mu teraz ręki...
Zamiast Alturki jest teraz Ciapek; może i brzydki, ale czysty i bez kołtunów.  Nawet jakiś lżejszy i bardziej sprawny. I oczywiście nadal kochany.
To strzyżenie to okropnie ciężka praca.  Na deser miałam jeszcze oporządzenie ogródka, zapuszczonego od zeszłego roku.
Też się namachałam, aż nawet Leszek z kanapy wyraził współczucie  w typowy dla siebie sposób:
- Dużo masz jeszcze tego kopania?
- Dużo.
- To zostaw już, jutro sobie wykopiesz.
Tak wygląda u niego absolutny szczyt  życzliwości, już się zdążyłam do tego przyzwyczaić.

Alturka w porównaniu z zeszłym rokiem, siły ma znowu trochę mniej. Mamy tu tyle szlaków, tyle pięknych tras, które wcześniej zaliczałyśmy razem....Teraz dochodzimy zaledwie do polowy...
Smutne to, ale przecież nieuniknione.
Staramy się wykorzystać każdą chwilę, zwłaszcza że już po 2 dniach dogoniły nas tutaj krakowskie problemy.
Są przecież telefony -  odbieraj i myśl! decyduj...
Chyba zawalił się system... Trzeci dzień wycieczki już pod znakiem nerwów, dyskusji, decyzji....
A zarzekaliśmy się, że nie damy sobie zepsuć tych 3 dni! Ech....



20:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 kwietnia 2015

 

MOC NAJSERDECZNIEJSZYCH ZYCZEN -      WIELKANOC 2015

 

 

Minęło sporo czasu odkąd tu zaglądałam. U nas w zasadzie wszystko w porządku. Obie z Alturką jakoś się trzymamy,  chociaż z czasem po trochę ubywa nam sił.  Było trochę chorób, trochę lekarzy. Ale przetrwałyśmy i czekamy na lato. A jak zrobi się ciepło, to jeszcze poszalejemy!!!!

 


11:37, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 grudnia 2014
Życzenia

Święta    tuż tuż. W przedszkolach odbywają się jasełka, dzieciaki przeżywają występy. Nawet nasz Pawełek awansował - został ostatnio królem!

Tak dokładnie to króli było trzech, tak jak się należy. U nas - Natan, Paweł i Marcel. Nasz Paweł niósł złoto, tamci resztę.

 Z relacji naocznych świadków wynikało, że Natan swoją kwestię wygłosił  najgłośniej, Paweł mówił najwięcej, a Marcel cały czas się tylko uśmiechał... A potem już wszystko im się pomieszało, ale to nie zmieniło biegu historii... 


A teraz pora na życzenia:

Niech najbliższe Święta będą pełne radości i życzliwości   

Niech się spełnią Wasze plany i marzenia   

Niech dopisze Wam zdrowie, dobry humor i chęć do życia

 Niech uda Wam się pójść na kilka długich spacerów,     może z psem, może z dziećmi, może z przyjacielem, a może samemu co też ma swoje plusy.... 

 

 A najbliższy rok, niech będzie jednym z najbardziej udanych -

                               

                           2015

21:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »

                     

21:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Wędrując po mieście

                           

01:01, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Trwa tzw. okres przedświąteczny. Mam nieodparte wrażenie, że przecież dopiero był,  że naprawdę niedawno było poprzednie Boże Narodzenie...

Ale to po prostu czas tak szybko leci, przecież to już stwierdzone.

A dzisiaj z powodu zawirowań w ruchu tramwajowym, musiałam iść piechotą prawie przez całe miasto,  aż  niezamierzenie znalazłam się w Rynku.                       I przypomniało mi się, że przecież to jest jedna z rzeczy,  które lubię najbardziej!

Oczywiście tutaj działo się wszystko naraz! Choinki, kramy ze WSZYSTKIM, estrada i występy. Tutaj ktoś śpiewa, tam ktoś gra, dalej gromada harcerzy, ktoś smaży i sprzedaje placki ziemniaczane..

A ja nagle znalazłam się w samym środku marszu psów! To nie był marsz jamników, to były psiaki wszelkich ras, oraz te wielorasowe. Właściciele mieli plakietki ale ja szłam pod prąd i nie udało mi się nic przeczytać ani dowiedzieć z jakiej to okazji!

A jeszcze póżniej, po drugiej stronie Rynku, też w szybkim tempie otrzymałam do ręki ładną kolorową kartkę z labradorem i równie szybko pobrano ode mnie 5 zł.   Na karmę dla psiej biedoty.  Myślałam że to może ma związek z tamtym marszem psów, ale nie.

Dopiero w domu wyszukałam sobie, że był to protest związany z truciem psów w Krakowie. Było wiele takich przypadków ostatnio i psiarze chcą, żeby zajęły się tym władze.

Nie wierzę w skuteczność, chociaż rozumiem psiarzy. Moja sunia ostatnio przechorowała się na piasek w nerkach i wiem co się czuje gdy ukochane stworzenie cierpi.

Długo to trwało,  ją bolało a ja miałam mnóstwo zmartwienia, biegania po lekarzach, prawie noszenia jej po schodach, kłopotów i wydatków. Na szczęście już jest dobrze. Znowu zaczęła biegać, ma chęć do życia i jest jak dawniej. Odetchnęłam.

Wprawdzie na stałe włączyłam jej kolejne lekarstwo, profilaktycznie,  ale z wiekiem tak już musi być. Niech tylko pomagają!

00:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 listopada 2014
Smętnie o upływie czasu....

Północ. Ksiezyc świeci prosto w okno, jest prawie jasno w pokoju. To pełnia.

Alturka łazi po mieszkaniu, nie mogąc nigdzie ułożyć się do spania. Długo robiła kółka na swoim fotelu, ale chyba nie były takie jak trzeba, bo w końcu zeszła na dół.

Niedawno skończyła 11 lat. To i dużo i mało,   jeśli nasz poprzedni pies miał 20.

Zmieniła się. Jest teraz starszą suczką, która coraz rzadziej ma ochotę na rozróby. Trochę kłótliwa, pouczająca inne psy, zwłaszcza te małe.

Nie zawsze chce jej się biegać, przeważnie wystarczy trochę, a potem ciągnie się za mną smętnie.Bywają momenty, że nawet zatrzymuje się i nie chce iść dalej. Patrzy na mnie i pyta: "musimy jeszcze chodzić?" No to skracam trasę, nic na siłę,możemy wracać.

Przetrwała dawna fascynacja kotami. Ostatnio jednak to ja pierwsza widzę uszy w trawie i naprowadzam ją w tę stronę, żeby mogła przeżyć to podniecenie, wyprężyć się i ruszyć w pogoń. Teraz coraz krótszą i byle jaką.....

Kotu nic się nie dzieje, nawet podpuszcza ją blisko do samego końca,  a potem też chwilę się przebiegnie czując że zagrożenie równa się zeru.

Mam wrażenie że koty już się z niej śmieją.

A ostatnio, wypatrzyła kota na końcu bocznej uliczki, gdy już wracałyśmy, a więc po spacerze, gdy już siły były wyczerpane. Stanęła, wpatrzyła się...Bodziec był zbyt silny żeby nie zareagować, ale sił brak.... W efekcie po prostu POSZŁA w jego stronę !!! Tego jeszcze nie było!

Dużo śpi, zażywa te swoje lekarstwa na serce i na reumatyzm i chwilami jest rozczulająca z tą swoją narastającą nieporadnością.

Jest mi smutno że to tak szybko postępuje.

Wszyscy zmieniamy się z roku na rok, ale ona szybciej i bardziej widocznie.

Ja z przyzwyczajenia ciągle wymyślam spacery pod jej kątem, szukam fajnych tras, przestrzeni....Tymczasem ona już tego nie potrzebuje.

Chce wracać, chce się położyć, a raczej chce zjeść i się położyć, bo jedzenie jest nadal BARDZO ważne. Oraz wszystkie rytuały, łącznie ze środkami nacisku pod naszym adresem. :)))))

Wiem że nic nie trwa wiecznie, ale jest nam tak dobrze razem. Rozumiemy się bez słów, dajemy sobie nawzajem tyle czułóści i ciepła....

Nie znam nikogo kto umiałby powstrzymać to wszystko złe, co przed nami. Co nieuniknione.

Jedyne co możemy, to cieszyć się każdym dniem.

A narazie zrobiłam jej nowy, wspaniały tapczan ze starej grubej gąbki. Na pewno bolą ją kości i jestem pewna że aktualnie tego jej potrzeba.

I już widzę, że zostało docenione!!!

 


11:26, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 października 2014
Suczki dwie :-) )))

Taka byłam ostatnio zalatana... Szpitale, przedszkolaki do pilnowania, babcie do zaopiekowania i jeszcze teraz cmentarze...

 Różne funkcje na codzień trzeba spełniać. Nie jest łatwo, ale za każdym razem "wszystko dobre, co się dobrze kończy.."

I w tym zagonionym czasie, spotkała mnie taka miła niespodzianka!

Moja przyjaciółka z Olsztyna z którą kilka lat temu połączyła nas miłość do bouvierów, załatwiła dla nas obu przepiękne podobizny Altury i Debry.

Są wykonane w drewnie, artystyczne, na specjalne zamówienie. Jedna jest czarna, druga jaśniejsza, jak nasze suczki. W dodatku modelką była Debra!

Ogromnie mi się podobają, mam coś wyjątkowego!  Teraz taka  Alturka stoi sobie na widocznym miejscu i przynajmniej mam pewność, że tę,  mam na zawsze...


11:59, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 01 października 2014
W stronę gór

19:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Od bardzo dawna miałam ogromną ochotę wyskoczyć na 1 dzień do Zakopanego.

Mieszkam w końcu nie aż tak daleko i  dotąd zawsze udawało mi się taki mały wypad  raz na jakiś czas zorganizować, gdy już bardzo  tęskniłam.

I wystarcza mi wtedy z czasem coraz mniej -  już nie wycieczki w góry lub piękne dolinki.  Głównie jest mi potrzebne  żeby  "napatrzyć się", poczuć bliskość gór, ich potęgę i niezmienność...

A potem jeszcze przewędrować snobistyczne Krupówki, kupić od bacy oscypka,  zjeść lody patrząć na Giewont i już mogę wracać. Na jakiś czas mam "naładowane baterie".....

Tym razem trasę pokonaliśmy sprawnie, może dlatego że to zwykły wtorek. Jednak zaczęły się trudności,  gdy przed wjazdem do miasta chcieliśmy gdzieś zrobić mały postój.  Taki,  żeby zjeść kanapki, wypić kawę z termosu i rozprostować kości,  a zwłaszcza dać pobiegać psu.

Zabudowa rozwleczona była na kilometry. Przy okazji - każda góralska chata jest prawie schowana pod tablicami reklamowymi. Dawne klimaty gdzieś zaginęły. Teraz co krok jakiś mały przemysł, firmy,salony i banki....

Ja wiem że trzeba z czegoś żyć, ale tak jakoś żle to wygląda. Pomieszanie z poplątaniem.

Gdy wreszcie znależliśmy kawałek miejsca bez owiec, kur, ludzi i krów, mogliśmy się rozłożyć i spokojnie wypuścić Alturkę.  To był Poronin,  a my stanęliśmy w ładnym miejscu nad rzeką.

I wtedy w naszą suńkę coś wstąpiło - szaleńcze biegi wzdłuż rzeki!  wskakiwanie do wody (oczywiście w płytkim miejscu żeby nie zamoczyć głowy!) bieganie po wodzie, jakieś kółka...

W końcu znalazła się pod taką skarpą,  po której w żaden sposób nie mogła wydrapać się na brzeg... Rozległy się płacze i piski, więc trzeba było pędzić ratować!

I chyba na tym postoju  zostały spożyte wszystkie  siły buwiśki,  bo za chwilę, gdy mielismy pochodzić  po Krupówkach,  ciągnęłam na smyczy  prawie zdechłego psa,  który uważał, że wszystko już było, teraz trzeba iść spać!  Nie chciał już ani  ruszyć  łapą!    Odpuściliśmy więc część planów, bo chyba  trzebaby  nosić głównego wycieczkowicza.

Za to z powrotem  skierowaliśmy się  na Czorsztyn,  więc na odmianę okolice Pienin,  Zalew i trasa wzdłuż Dunajca.

Piękne widoki, tak bardzo mi tego brakowało! Jechaliśmy do nocy, zrobiliśmy 260 km.  ale i tak najbardziej zmęczona była Alturka!

19:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 24 września 2014
Jesienne nastroje....

20:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Dzisiaj wyjątkowo nie o psach.  Dzisiaj, z  kategorii sklepowo - przystankowej, czyli z miejsc dostarczających przebogatych i różnorodnych wrażeń.

Sklepik  do  którego zaglądnęłam, był wyjątkowo malutki i ciasny. Akurat znalazło się tam na raz kilkanaście osób,  więc i do stoiska i do kasy zrobiła się kolejka.

Ja też kierowałam się już w stronę kasy i chociaż nie mam "aż takich" gabarytów, zdarzyło mi się gdzieś zahaczyć i strącić  z półki kilka batoników. Sklep  w tym momencie, już zupełnie  przestał mi się podobać, ale ponieważ mam gdzieś w sobie resztki przyzwoitości, więc wróciłam i zaczęłam zbierać.

Wcale mi wygodnie nie było , bo miałam swój koszyk, siatkę i torbę, ale patrzę - nadchodzi dosyć elegancki mężczyzna, więc myślę sobie "pomoże", jakże by inaczej.

Ale nie! On z trudem przecisnął się koło mnie, przekroczył te batony na podłodze i wyprzedził mnie w kolejce do kasy!  Zajął moje miejsce, bo ja jeszcze zbierałam!

Nawet mi się nie chciało tego skomentować. Pomyślałam sobie że albo prawdziwi faceci już wymarli, albo trzeba mieć o 25 lat mniej niż mam i być blondynką,  żeby liczyć na cokolwiek....Jakoś nie zauważyłam, kiedy niepostrzeżenie znalazłam się w innej grupie.......:((

I rzeczywiście, chyba o to chodziło, bo po chwili na przystanku, żeby mnie dobić,   zaczął mnie zagadywać elegancki staruszek.  Widocznie teraz tylko w tej kategorii mam szanse......

Moje szczęście, że nie jestem Kobietą Poszukującą.

20:14, cymestymek
Link Komentarze (4) »
środa, 27 sierpnia 2014

01:06, cymestymek
Link Komentarze (2) »

00:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Tym razem tydzień na wsi należał do kategorii "zadania specjalne".

Nawet nie nastawialiśmy się na odpoczynek, raczej na dobre wypełnienie misji. Celem było wywiezienie naszego 3 latka na tzw. "powietrze", dla zdrowotności, a my otrzymaliśmy kilka kartek A4 i była to instrukcja obsługi - co mały je, kiedy śpi, w co się bawić, no a ja przeszłam także szybki kurs, jak robić mu inhalacje.

Tego bałam się najbardziej, ale nawet nie było tak żle.

Zgraliśmy się szybko i było nam naprawdę dobrze. Nawet Alturka włączała się jak mogła. Z entuzjazmem przynosiła autka, podawała klocki i rozwalała się na planszach, gdzie akurat coś układaliśmy.

Gdy już wszystko całkiem się ułożyło i dotarło, trzeba było niestety wracać.

W Krakowie goniły nas terminy.:-((((

00:54, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 sierpnia 2014
wycieczki

W lecie nie da się wytrzymać beż wycieczek - mniejszych i większych.

Choćby na chwilę uciec z miasta;  jakaś woda, jakiś las, niebo, trawa...  

Dzisiaj też jakiś wewnętrzny przymus pognał nas w nasze dawne, wakacyjne miejsca.  Miło sobie przypomnieć i trochę tęskno....

A Alturka wykąpała się ochoczo w Rabie i wytarzała w koniczynie.

I wyglądała na bardzo zadowoloną.

18:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

18:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »

18:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 lipca 2014
zabiegi przymusowe

Po raz kolejny stwierdziłam, że zakup maszynki do strzyżenia psa był jedną z lepszych decyzji.

Po raz kolejny przez 3 godziny gimnastykowałam się wyczynowo, usiłując dotrzeć do wszystkich części mojego psa o dużej powierzchni, zarośniętych niemiłosiernie.

Na szczęście nabrałam już wprawy. Za to sunia - niby stała w miejscu, bo przecież tak kazałam, ale robiła wszelkie możliwe uniki, podnosiła łapy, siadała, oraz kręciła głową na wszystkie strony, broniąc każdej kępki kudłów.

Ale nagrody na koniec,  domagała się tak natarczywie, że trzeba było zalatwić to w 1ej kolejności.

Jak zwykle bardzo mi się teraz podoba i jak zwykle wizerunkowo nic jej już nie łączy z szlachetną rodziną bouvierów.

Pozornie rzecz jasna! Charakterek w środku pozostał nienaruszony!

17:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

17:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

17:34, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lipca 2014
Jak pies z kotem :-)))

Kocio - psie  historie przytrafiają się Altusi regularnie.

Dwa dni temu -  kot pod samochodem, który patrzył spokojnie jak suńka nadchodzi i nie miał zamiaru uciekać.  W ostatniej chwili tylko otworzył pyszczek i zaczął syczeć....

Buwiśka odskoczyła, odbiegła kawałek i dopiero gdy kot przeniósł się za najbliższe ogrodzenie, wróciła.

Teraz to już można było udawać bohaterkę. Okrążyła samochód, wczołgała się pod spód, "gdzie jest ten kot?!"  Trzeba było wcześniej nie uciekać!

A dziś było jeszcze lepiej.

 Idziemy na smyczy uliczką,  a tu za ogrodzeniem sąsiada sielski obrazek:

pod psią budką,   drzemie sobie najbrzydszy na osiedlu ale miły kundelek zwany Zgredkiem,  ze swoim zaproszonym w gości kotem!

Przystanęłyśmy, Altura wsadziła nos pod bramkę i gapiła się nieruchomo.

I nagle kot się zerwał i z ogonem zadartym do góry, w pozie ufnej i koleżeńskiej przytruchtał prosto do nas...

Altura nie wierzyła własnym oczom! Był na pół metra od niej!  Zamarła.   Nos kota tuż przed jej nosem... Wchłaniała jego zapach całą sobą !!!

Trwało to jakieś 5 min.   Ostatecznie Altura nie wytrzymała napięcia. Szczeknęła prosto w nos kota i wszystko się skończyło.

Zobaczyliśmy  jeszcze tylko koci grzbiet,   oraz oddalający się ogon.

A miało być tak miło!. Widać było, że kotek miał dotąd naprawdę dobre zdanie o psach!

Jednak zasada ograniczonego zaufania jest słuszna.:-)))))

19:01, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 17 lipca 2014
Na grzyby

Co roku w lecie i jesieni chodzimy na grzyby. Lubimy to. Zbieramy, przerabiamy  (= ja przerabiam)  i jemy.

A tym razem,  poszliśmy na absolutną łatwiznę. 

Zaplanowaliśmy grzybobranie już wcześniej. Pojechaliśmy w specjalne miejsce nad zaporą gdzie dookoła są lasy,  tyle że  jeszcze lepiej niż po lesie,  spaceruje się tam z psem,  brzegiem Dunajca...

I taki już był od początku ten perfidny plan,  bo dobrze wiedzieliśmy,  że na pewno będzie tam jak zwykle stał dziadek, który tych grzybów już za nas nazbierał wcześniej.... 

Po prostu je kupiliśmy.  I nawet nie bardzo nam było wstyd.

Zupa grzybowa ugotowana,   nie bolały nas nogi,  nie zgryzły  komary i pies wybiegany...

Nie przesadzajmy z tym zbieraniem własnoręcznie :-) ))))

17:34, cymestymek
Link Komentarze (2) »

17:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

17:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55