www.alteri.pl
RSS
niedziela, 06 lipca 2014
Moja aferzystka

Nie było mnie w domu ze 3 godziny. Gdy jeszcze wracałam z powrotem, zaczęły do mnie docierać sygnały, że moja sunia znalazła  się w centrum uwagi całego osiedla!

Okazało się, że wszczęła za mną intensywne poszukiwania.  Była już w sklepie, na boisku i na skrzyżowaniu.  Zdążyło się już nią zainteresować kilka osób.

Z telefonu od córki dowiedziałam się, że ostatecznie doprowadziło ją do domu za obrożę kilka osób, których wprawdzie my nie znamy, ale najwyrażniej one znają nas.

Wszyscy twierdzili że była taka grzeczna i posłuszna...Jakiś pan mówił - "pocieszaliśmy ją!"...

Pani ze sklepu też nie narzekała. Opowiadała nam,   że   wchodziła do sklepu i szukała, ale wychodziła za każdym razem gdy się jej powiedziało. Tyle, że za chwilę, znowu była w środku. Oczywiście bez szczekania pod sklepem tez się nie obyło. 

No po prostu wszyscy musieli się dowiedzieć, że Alturka ma jakiś problem.

Przywitała mnie już zupełnie uspokojona i gdyby nie doniesienia, nigdy bym się nie domyśliła co to się wyprawiało. 

Omówiliśmy cała sytuację kilka razy, ale do tej pory nikt nie ma pomysłu na to, jak wydostała się poza zamknięte ogrodzenie.

Ja tez nie wiem, ale nie mam wątpliwości,  że to pies z charakterem i potrafi dopiąć swego.

17:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 lipca 2014
wyjechaliśmy na krótko

Półtora dnia na wsi. Krótko, ale intensywnie.

Alturka niezmiennie preferuje spacery szlakiem kotów, spotkanych kiedykolwiek. Wpada na takie miejsce i jest święcie przekonana,  ze scenka powtórzy  się ze wszystkimi szczegółami. Jeśli nie,  patrzy na mnie  zawiedziona - "miał tu być!"  Potem, próbuje jeszcze  gorączkowo przetrząsnąć okolicę...

Dzisiaj przez te nerwy, przegapiła sobie zająca który siedział w połowie łąki i wyrażnie się nudził :-)   Można  było fajnie się  pogonić, gdyby się nie było taką gapą!

Oczywiście już po chwili,  wywąchała że tu był i znowu pobiegła szukać... Pozwalam na to, bo nie ma w niej cienia morderczych instynktów.  Gdy raz natknęła się na śpiącego zająca, czekała aż się obudzi!

A koty też prowokują - podpuszczają blisko, przeciągają się...

Wiedzą że nie ma tu żadnej agresji. Taki tylko pościg dla rozruszania kości. I dla zdrowia. I urozmaicenia popołudnia.

Kto zauważy  "tropiącego" psa wzdłuż łanu zboża?  To własnie za zającem :-))

A na koniec obowiązkowe moczenie brzucha w stawie, zawsze się tam wybiera i wraca cała mokra, w rzepach, piasku,   ale za to z najszczerszym psim usmiechem....

17:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

17:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

17:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

17:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 czerwca 2014
kto się boi burzy

Strachy Alturki   związane z burzą, chwilami mnie zadziwiają.

Dzisiaj odbyła się pierwsza burza, po długiej przerwie. Znam moją buwiśkę, wiem że wtedy  panikuje, a ja za nic nie chcę dostarczać jej niepotrzebnych stresów.

Jednak dzisiaj musiałam załatwić kilka spraw,  a burza już jakiś czas wisiała nad osiedlem i nie mogła się zdecydować.

Postanowiliśmy jednak wyskoczyć i jak najszybciej się uwinąć.

Tak też było, ale gdy wracaliśmy i byliśmy już niedaleko domu,  ostro się zaczęło.  Huknęło ze dwa razy i już byłam pewna że Altek panikuje. Jak najszybciej do niej pobiegłam.

Przykleiła się do mnie, deptała po nogach, jęczała.

I w końcu był moment, że stałyśmy obie w garażu, drzwi były otwarte,   a samochód stał kawałek dalej na ulicy i Leszek właśnie zamierzał wjechać.

Lało jak z cebra.  Alturka przez chwilę się wahała,   a potem z absolutną desperacją wybiegła na ulicę, w sam środek burzy i ulewy,  ona - która nie wchodzi na mokrą trawę żeby nóg nie zmoczyć!

Pomyślałam że z tego strachu już nie wie co robi i że ucieknie nam gdzieś w osiedle na dłużej...

Ale nie, ona miała plan!  Dopadła samochodu i błyskawicznie do niego wsiadła. Przodem, ale zaraz ulokowała się na swoim miejscu z tyłu.

I już wiadomo było, co sobie myśli  - "nie będzie żadnego jeżdżenia bez psa! a już na pewno w czasie burzy!    za nic nie zostanę sama!"

22:12, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014
o niezrozumieniu...

Szłam dzisiaj przez park w którym lata temu spędzałam wiele czasu z moim pierwszym w życiu ukochanym psem. Wiele osób do tej pory wspomina jak był świetnie wychowany, przyjazny i posłuszny,  pomimo że charakterek to on miał także.

Zatrzymałam się na chwilę, bo aż miło było popatrzeć jak bawi się labrador z małym wesołym kajtkiem. Mały wywijał szalone kółka i ósemki pomiędzy drzewami, a labek, zupełnie tak jak to robi moja Altura, czekał na skrzyżowaniu tych pętelek i dopiero tam sprytnie się włączał!

Po kilku minutach dołączył do nich jeszcze młody złoty spaniel.

Chwilę trwały wstępne psie uprzejmości,  a tymczasem już było słychać nawoływanie właścicielki -"Albert!, Albert!..."

Psiak nie reagował. Na głośne gwizdanie również nie. Przeciwnie, po spotkaniu z psami, spokojnie udał się w stronę dokładnie przeciwną.

Po chwili wszyscy zobaczylismy włascicielkę - młodą, wkurzoną dziewczynę idącą energicznym krokiem w stronę psa.

Alberta akurat coś zatrzymało przy dużym krzaku, więc udało się go dopaść. Chwilę wcześniej, gdy jeszcze od pani dzieliło go kilka kroków, podniósł głowę, spostrzegł swoją panią  i natychmiast pokazał zęby i zaczął szczekać.

I wtedy już wiedziałam jakie układy panują między nimi.

Rzeczywiście; dziewczyna schyliła się i zdecydowanym ruchem złapała go za kark i przycisnęła do ziemi. "A masz! zapomniałeś kto tu rządzi?! jeszcze jakieś wątpliwości?!"

Chyba nie było żadnych. Krótka smycz, noga i do domu. Biedny pies.

Wiem,   że gdybym nawet chciała cokolwiek powiedzieć, to dziewczyna była z tych, które zawsze wiedzą lepiej.

Więc tylko przypomniałam sobie wszystkie moje psy i ich uśmiechnięte pyski, bo zawsze dbałam o to, żeby każde nasze spotkanie, łącznie z przywołaniem, było miłe i przyjemne dla obu stron. I żeby tego był pewien pies, którego przywołuję. To takie ważne!!

Myślałam że już nikt nie stosuje awersyjnych metod szkolenia,  opartych na przemocy i strachu. Jest tyle mądrej literatury... 

Szkoda.

17:45, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 maja 2014
optymistycznie

Dzisiaj miałam naprawdę dobry dzień. Nie stało się nic nadzwyczajnego, ale też z czasem, coraz mniej mi potrzeba,  by czuć radość życia.

Bardzo  ważny jest "brak nieszczęść",  oraz  żeby wszyscy "nasi" byli w miarę zdrowi,  a także,   żeby  nie groziło nam nic strasznego.

Na resztę składają się już dosyć drobne, codzienne  rzeczy. Na przykład dzisiaj w dobry nastrój wprowadziło mnie to, że poczekał na mnie tramwaj, wyrażnie i dosyć długo, aż dobiegnę...

 Póżniej  zapisałam się na zabiegi na kręgosłup (już na sierpień),  odwiedziłam bibliotekę  i zrobiłam fajne zakupy. 

Jeszcze wcześniej, rozbawił mnie mój bezczelny pies, który nie dość że w nocy nielegalnie udaje się ostatnio na zakazaną kanapę do drugiego pokoju,  to jeszcze rano, nie wstając z niej, naciąga się i zagląda, czy śniadanie jest już zrobione!

Wybaczam jej, zwłaszcza że jest teraz zupełnie nowym , pięknym psem, całkiem innej rasy. Coś koło wyżła szorstkowłosego.

To po naszym ostatnim wypadzie na wieś, kiedy to dorwałam ją na 3,5 godz. i nie odpuściłam aż całe jej futro było obcięte.

A ostatnim powodem do zadowolenia, są nasze plany - pojechać tam znowu na 2 dni, pomimo tego że pogoda jest beznadziejna.

Pomyślałam sobie, że planować i czekać na pogodę, to takie bardzo rozsądne i że tacy to sobie będziemy za 15 lat.

A na razie po prostu wstańmy i jedżmy! reszta się ułoży...

A gdy wrócimy, trzeba organizować Dzień Dziecka,  bo jak się chciało niedawno obchodzić  hucznie  Dzień Matki,  to teraz pora na rewanż!

19:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 maja 2014

09:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

08:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Alturka jest zarośnięta na maxa.  Przecież nie tak dawno była strzyżona!.

Dobrze że nie muszę chodzić z nią do fryzjera, bo puściłaby mnie z torbami :-))) Jeśli uda się nam wyjechać na pt-sob na wieś, to tam na pewno ją dopadnę.

Widzę że upały ją męczą, już i tak zaczęłyśmy wychodzić na większe spacery pod wieczór, wtedy się bardzo ożywia.

Tym razem chcę jej zostawić buwierowską mordę, a resztę obciąć  króciutko. Powinien mi wobec tego wyjść taki trochę sznaucer.  Będzie śliczna i elegancka,  bo na razie znowu wygląda jak zaniedbany kundel, w typie bergamasco... :-)))))

08:20, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 maja 2014
tak sobie myślę........

.........że wszystko ma dobre i złe strony.

Tym razem  porównuję mieszkanie samemu,  z mieszkaniem  z całą kupą ludzi. Mnie dotyczy ta druga opcja.

Rzeczywiście zauważam w takim stanie rzeczy bardzo dużo "dodatnich plusów" (jak to mówią niektórzy) - współpraca, wzajemna pomoc, pogaduszki, pożyczanki i bezpieczeństwo.

 Ale gdy dziś szukałam miotły i znalazłam samą szczotkę, bez kija (bo ktoś potrzebował do czegoś innego), to przez chwilę zamarzyłam sobie,  żeby znajdować różne rzeczy tam, gdzie je ostatnio zostawiłam.

Tak jest z pewnością gdy się mieszka w pojedynkę. Potem jeszcze przyszło mi do głowy, że w czasie upałow możnaby  się   rozbierać prawie całkiem i też  czuć się swobodnie..

No i właściwie chyba pozytywy na tym się kończą, bo długo nie mogłam wymyślić nic więcej.   Wprawdzie lubię spokój, lubię być sama i nigdy się nie nudzę, ale do pewnych granic.

Gdybym chciała podsumować, to owszem, spokoju u nas nie ma; ciągle ktoś się przewija, wiecznie coś się dzieje, wchodzą do nas i wychodzą,  nie zawsze wiem po co,   często czuję się jak na dworcu.

Jednak od tego łatwo jest odpocząć; zawsze można wziąć psa i zniknąć na pół dnia, lub wyjechać na trochę.

Chyba więc jednak nie chciałabym tego zmieniać.         

15:52, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 maja 2014
Wyzwanie

Tak się składa, że znowu przyszło mi wyruszyć na nierówną walkę w przychodni zdrowia.

Cel- to dostanie się do specjalisty bez terminu,  a przeszkody do pokonania - to dziki tłum pacjentów z półrocznymi terminami pod drzwiami, którzy wszystkim nieplanowym chętnie podgryżliby gardło, następnie pielęgniarki i rejestratorki broniące lekarza własną piersią...

 No i wreszcie sam ON, specjalista, który dostaje histerii na widok każdego pacjenta który jakimś cudem jednak się przedarł...

Czyli, ostatnio, już kilka razy właśnie na mój widok..

Nienawidzę tego, nienawidzę!

Prosić, żebrać, jęczeć lub się wykłócać, jakby już nic nam się nie należało; to takie upodlające...

 Nie walczyłabym o siebie, nie poszłabym tam, za nic.

To dla mnie taki poziom stresu, że mogę to zrobić jedynie dla kogoś mi najbliższego. Takie rzeczy robi się dla dzieci, żeby ratować za wszelką cenę. 

Na razie myślę o tej akcji, że dla mnie, graniczy z bohaterstwem.

Dlaczego nie jestem jak niektóre osoby, które przejdą po trupach i nie dadzą się wyrzucić, dopóki nie załatwią tego co chcą?!


                                                             *********


 Już jestem po... .....ZAŁATWIŁAM!!!

Czuję się jakbym zdobyła Machu Picchu.....Wiedziałam że będzie ciężko.

Pan specjalista był bardzo niezadowolony!

Marudził, że on nie jest z gumy i gabinet też nie jest.... Na moje "poczekam, ile będzie trzeba" też narzekał - "i tak przyjdą następni, zrobi się dziura, przesuną się godziny"...

A ja, już nawet nie pamiętam co mówiłam.....

Jakoś to wszystko wreszcie się skończyło i wyszłam.  Zdobyłam to, co chciałam, udało się!.

Jestem wielka!!!!

                          

20:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 maja 2014
Po deszczach.....

15:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Poszłyśmy z Alturką sprawdzić jak po kilku dniach ulewy-non stop, wyglądają nasze spacerowe tereny. Wyszło akurat słońce i mogło być całkiem fajnie, ale nie było. Słońce nieoczekiwanie grzało bardzo mocno, a ziemia, mokre trawy i krzaki parowały maksymalnie!   Można było się udusić.

Tymczasem sunia chyba uważała że nie jest tak żle.

Powstało mnóstwo większych i mniejszych jeziorek,  więc poszła  zamoczyć sobie nogi. Poza tym już zdążyły się tam wprowadzić kaczki, więc było wesoło i było co oglądać.

Póżniej  spotkałysmy młodego wyżła, który śmigał po wysokich trawach i wyrażnie doceniał swobodę i przestrzeń.

Zanim się spotkali, miałam cień obawy że Altek go obszczeka, podobnie jak te wszystkie małe psiaki które spotykamy. Zawsze się wtedy wymądrza, poucza je i ustawia...

Ale okazało się, że z dużym, poważnym wyżłem, to zupełnie co innego - wzajemny respekt, kulturalne zainteresowanie, maniery itp.

Na koniec przeszłyśmy przez jeszcze większe trawy, już bliżej domu, a jest to teren kota sąsiadów i Altek dobrze o tym wie.

Przeczesała trawy wzdłuż i wszerz i tylko ja widziałam, że kot tymczasem wymknął się z łąki kilka metrów za nami... Oj, moja gapa, musiała go czuć, dlatego weszła w te mokre trawy chociaż tak nie lubi!  Taki trening ominął i ją i kota, który nawet z 6 razy się oglądał!....

Jeszcze tarzanie w świezo skoszonej trawce i powrót z językim do pasa i mnóstwem pnących zielsk, oplatających nogi .:-) ))))

15:05, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 14 maja 2014
:-)

Chwilowo szczęśliwie przycichły u nas dramatyczne zagrożenia.

Powiedziano nam że nie na długo, ale póki co trzeba się cieszyć tym, co jest. Nauczyłam się tego już dawno...

W każdym razie ja leciutko odetchnęłam (do następnego alarmu).

A na zdjęciach nasz przedszkolak, który ani z karuzeli nie korzysta normalnie, tak jak wszyscy inni,  ani z hulajnogi...

.No i moja duma, Alturka, czyż nie pięknie dotrzymuje kroku?

Nasza kumpela, bierze udział we wszystkim. Nawet nie trzeba smyczy żeby była tuż obok nas.

(samochód w tle, oczywiście nie nasz...)

 


10:45, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 maja 2014
U nas, w ostatnim czasie....

12:08, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 01 maja 2014
prawie lato, prawie wakacje

Właśnie zrobiliśmy małe otwarcie sezonu letniego.

Wprawdzie ja jestem  obecnie uwiązana  w Krakowie,  ale na 1,5 dnia jakoś udało się wyskoczyć. Bardzo było warto!

Wykazaliśmy się przy tym sprytem i przezornością, ponieważ gdy wszyscy dopiero wybierali się na dłuuuuugi weekend, my już wracaliśmy!

Na autostradzie działy się dantejskie sceny - korki, przepychanki i wypadki.  Ale wszystko nie na naszym pasie! Na przeciwnym, w odwrotną stronę.

Altek wygoniony, wywietrzony. Sprawdziła  wszystkie swoje ciekawe miejsca; gdzie kiedyś leżał zdechły kot, gdzie były barany, gdzie udało się znależć kości...Psia pamięć jest imponująca.

A dzisiaj poprawka z aktywności - wyprawa do miasta, autobusem i tramwajem, ale też z ciągłym zahaczaniem o tereny zielone.

Zawsze przy okazji takich podróży często słyszymy: "jaki duży pies! jaki czarny! jaki ładny!"   Nie powiem, że tego nie lubimy :-) ))))

Dzisiaj dodatkowo sunia wystraszyła jakąś dziewczynę w tramwaju, gdy prawie wsadziła jej głowę pod pachę.(chciała coś zobaczyć).

A jeszcze w drodze powrotnej - stary numer. Ona musi albo komuś stanąć na nodze, albo oprzeć się bezwładnie całym ciężarem...

Zwykle pada na facetów, dzisiaj był to młody macho, który był na tyle zdziwiony i speszony, że nawet nie śmiał się poruszyć...

A ja zwykle nie interweniuję w takich momentach, bo bardzo lubię te sytuacje (chociaż nie powinnam)....

No i wszyscy mi mówią, że się doigram.


16:51, cymestymek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 kwietnia 2014
Nieoczekiwanie w niedzielę

Zupełnie nie miałam nastroju na spotkania rodzinne. Gdy zadzwoniła kuzynka żebyśmy wpadli do nich w niedzielę, natychmiast powiedziałam, że nie teraz, że nie mam czasu , siły a przede wszystkim głowy i nastroju na nic.

Ale jej, nie dało się odmówić. Oświadczyła że tym bardziej muszę się oderwać od zmartwień i całego kieratu i że czekają o 11-tej. Koniec dyskusji.

Mieszkają za Krakowem. Lata temu kupili na wsi dom do remontu i wynieśli się z miasta. Oprócz starego domu była tam jeszcze duża stodoła i 60 arów działki Ledwo rozpoznałam to miejsce teraz.

Odremontowany dom, nie jest luksusowy,   ale wygodny i taki "z duszą", w stodole garaż, a działka,    to istny ogród botaniczny.

Dzieci dorosły i urodziły  się wnuki. Pooddzielali się tak, aby każdy miał swoją strefę, ale aby jednak być blisko.

No i jeszcze to,  co ja uważam za niezbędne na takim gospodarstwie, to 2 porządne psy. Owczarki, duże, piękne i bardzo przyjacielskie. Nawet niepotrzebnie przywiozłam dla nich parówki,  bo chciałam  żeby na początek spojrzały przychylniejszym okiem....  Okazało się że są uczulone i jedzą tylko wołowinę 4 klasy.  Jednak nie było czego się obawiać, to wyjątkowe pieszczochy.

Miło spędziliśmy czas i wyjechałam z trzema gałęziami bzu,  który akurat pięknie zaczyna kwitnąć.

 


17:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 kwietnia 2014
Poświątecznie

Święta minęły jak zwykle bardzo szybko.  W drugi dzień,  czułam się jak po obozie wędrownym, a suńka chyba jeszcze gorzej. 

Już w pierwszy dzień nałaziliśmy się nieżle, a potem było jeszcze bardziej wyczynowo.

W niedzielę wylądowaliśmy wszyscy w lesie, a następnie w skansenie i małym Zoo które dostarczyło wiele emocji zwłaszcza Przemkowi i Alturze.

Natomiast w poniedziałek, zostałyśmy w domu zupełnie same z sunią, więc wybrałyśmy się na pół dnia do Mamy. Ja - jak codziennie ostatnio, głównie w celu pomagania jej w czym się da, bo słaba okropnie i nadal bardzo chora. Nawet już ze mną nie walczy gdy ją wyręczam, a dotąd zawsze były o to wojny. Taka Zosia-Samosia.

Za to Alturka, w odpowiedzi na zaproszenie na jogurciki. (to tradycja, bo Mama przestrzega zakazu dokarmiania).

Tak się składa że centrum obchodów śmigusa-dyngusa znajduje się akurat na naszej trasie. A obchody i tzw. Emaus, są tam co roku nie byle jakie. Teraz też, na tę okoliczność wstrzymany był ruch tramwajowy i autobusowy, więc przez całe Błonia i dwa duże parki oraz miasteczko studenckie, przewędrowałyśmy na piechotę. Pogoda była cudowna i szło się bardzo przyjemnie, chociaż obie poczułyśmy to w kościach, bo możliwości już nie te co kiedyś...

Po południu, trzeba było jeszcze wrócić i znowu miałyśmy perspektywę wędrowania kilka kilometrów. Jednak teraz, z pomocą przyszła nam Córcia (porządne dziecko) i zebrała nas z drogi, mniej-więcej w połowie. Dzięki temu, jakoś to wszystko dało się przeżyć.

A chodzenie z Alturką, już od dawna jest wielką przyjemnością; nie oddala się, trzyma się bliziutko w każdych warunkach, nawet w lesie. Przeważnie chodzi bez smyczy.  Obecnie jeszcze tylko kot jest w stanie spowodować że traci rozum i goni za nim z obłędem w oczach. Ale już z tym nie walczę; nie musi być taka święta...:-) ))))

00:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 kwietnia 2014
Przedświątecznie

Po raz pierwszy od dawna, prawie zapomniałam o Świętach.

Nie sprzątam , nie kupuję, nie gotuję. Nie zapraszam, ani nigdzie się nie wybieram. Głowę mam zajętą zupełnie czym innym.

Od tygodnia w szpitalu na kardiologii jest moja Mama i na święta wyjdzie tylko na przepustkę. Sprawa jest dosyć skomplikowana.

Również przedszkolaki ostatnio wymagały mojej opieki, bo jeden przerabiał ospę,  a drugi....

W każdym razie, wychodziłam z siebie żeby wszystko pogodzić i zdążyć od jednego do drugiego,  we wszystkie te miejsca,   a  i  w moim gospodarstwie jakoś nic samo nie chciało się zrobić.....

Po świętach niewiele się zmieni; tak bardzo bym chciała żeby wszystko dobrze się ułożyło,  jeszcze raz.    Jeszcze na trochę.....

 


 Natomiast wszystkim moim znajomym i przyjaciołom życzę spokoju, radości i wielu miłych chwil, odpoczywajcie, cieszcie się wiosną i słońcem i chodżcie na długie spacery z dziećmi i psami !!!

 

                                    

09:19, cymestymek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 kwietnia 2014
to miała być wycieczka dogoterapeutów

19:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Wszystkie wcześniejsze plany się posypały.

Na dzisiaj zaplanowana była wycieczka z ekipą z fundacji. Miało być 7 psów, dziewczyny, w tym jedna nowa, chętna do pracy.

My z Alturką wprawdzie już się wycofałyśmy z pracy,  ale na wycieczkę nas zaproszono, co było bardzo miłe.

W dodatku dzisiaj rano, ogłosili w prognozie pogody, że przez cały dzień Kraków będzie najcieplejszym miastem w Polsce!   Mogło być tak pięknie :-))))

 Ale nic z tego.  Zaraz zaczęły się telefony, komu co wypadło i dlaczego nie może przyjść.  Moje rodzinne sprawy również mocno się skomplikowały.  Pomyślałam jednak,  że ponieważ i tak pies musi się ruszyć, więc wchodzi w grę wycieczka-spotkanie w wersji light.  Bliżej i na krótko.

Umówiłyśmy się ostatecznie we trzy,  a na koniec i tak minęłyśmy się w czasie. Niestety nie było Charliego który zawsze był dla Alturki ulubionym kolegą z pracy. Za to poznałyśmy nowego psiaka, tej samej koleżanki, suczkę owczarka australijskiego. Jest cudna, niewyobrażalnie mięciutka i puchata, oraz bardzo , bardzo grzeczna.

Alturka nie miała jednak zamiaru się z nią bawić.  Tymczasem z dosyć daleka ogromnym pędem przybiegł do nas młodziutki, rudy psiak i małolaty natychmiast  ruszyły  wywijać kółka.

Alturka od razu poczuła się w obowiązku zwrócić im uwagę. Szczeknęła raz i drugi w ich kierunku, ale ponieważ mieli to w nosie, puściła się za nimi.

Dzięki temu, sama też zaliczyła kilka kółek. To jednak nie trwało zbyt długo. Zaraz też uznała spacer za już zakończony i odwróciła się do wszystkich tyłem.

Wpatrzyła się wyczekująco  w kierunku  gdzie zostawiliśmy samochód i nawet wybrała się w tamtą stronę, z miną  "idę już do domu!" 

Prawdę mówiąc, ja też już nie miałam więcej czasu.

Na tym naszym spotkaniu miałam jeszcze fantastyczną niespodziankę;  dostałam od Ani pamiątkowy kubek, który będzie  przypominać  mi o fundacji!    Ma z jednej strony wymalowaną jej nazwę, a z drugiej,  imiona wszystkich psów,  Alturki także,  które razem zaczęły pracę,  kilka lat temu.

Przemiła pamiątka, jest piękny, stoi teraz na honorowym miejscu.

 No i przecież jeszcze pozostały bardzo dobre wspomnienia z tego okresu a także kilka wartościowych znajomości!


19:47, cymestymek
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55