www.alteri.pl
RSS
niedziela, 12 stycznia 2014
Wośp

Dzisiejsza niedziela jest tą finałową, kończącą akcję Jurka Owsiaka.

Bardzo wysoko cenię tego człowieka za wszystko co robi i podziwiam za determinację i to, że nie zniechęcają go przeszkody i  trudności,   a nierzadko  także pomówienia i oszczerstwa.

 A poza tym,  zauważyłam, że chwilami niewdzięczność ludzka jest zdumiewająca.   I myślę że mnie, dawno odechciałoby się starać, gdybym widziała,  że ludzi i tak nie zadowoli się nigdy.

Oglądałam reportaż w którym ekipa tv odwiedziła szpital wyposażony przez WOŚP. Oddział geriatryczny dostał  nową aparaturę, oraz specjalistyczne, łóżka nowej generacji.  Dziennikarka weszła do takiej własnie unowocześnionej sali i zagadnęła jednego z pacjentów, leżącego, starszego mężczyznę :

 - Czy wygodnie teraz ?, czy odczuwa pan zmianę na lepsze,  po wymianie wyposażenia?...

 I pacjent się wypowiedział, a to co mówił, rozłożyło mnie na łopatki...

 -  Nooo, taaaa...  łóżko może być. Ale ta poduszka.. niech pani patrzy jaka poduszka!   A  tą pościel (czyściutka, biała) to  mogliby dać jakąś inną....

 Więc ja się pytam    -    jaką? satynową?  atłasową?

 Bo obawiam się,   że gdy już taka będzie,  to wtedy też nie będzie można pochwalić.  

Bo pan powie że nie lubi w różyczki,  tylko  wolałby w chmurki.

20:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 stycznia 2014
Nad wielką wodą.....:-))))

W piątek wieczorem córcia zapowiedziała sobotnią wycieczkę.Do Kryspinowa, nad jezioro które można obejść dookoła w ciągu kilku godzin, lub tak jak my, do połowy.

Założenie było takie, że każdy może się przyłączyć. Ogłoszenie  skierowano do ogółu, jednak odzew był słaby. Pierwsze zgłosiłyśmy się my dwie, z Alturką, a potem.......już nikt więcej. No trudno, niech żałują, sami też bawimy się bardzo dobrze :-)))

 Było jeszcze lepiej , niż się spodziewałyśmy! Słońce świeciło jak w lecie. Suche ścieżki i suchy piasek. Granatowa tafla jeziora, na której  nagle pojawiło się stado kaczek, a po chwili samotny, piękny łabędż. Płynął dumnie i patrzył w naszą stronę w oczekiwaniu na jakieś jedzonko.

 Alturkę wyrażnie zafascynował. Weszła do wody żeby na niego napyskować, ale wcale się tym nie przejął. Wręcz odwrotnie - głośno na nią nasyczał i nie zmienił kursu ani na centymetr.

Potem jeszcze były spotkania towarzyskie, najpierw wesoły labek a póżniej młody wilczak, smukły jak to w tej rasie (dowiedziałam się że przyjechał z Czech). Był tak szybki i żywiołowy, że po prostu przefruwał koło nas co chwilę. Zrobił wszystko żeby buwiśkę rozruszać i udało mu się. Pogoniła go, chociaż chyba nie tyle w celach zabawowych,  raczej żeby przepędzić.

Po jakimś czasie dołączyli do nas z opóżnieniem ale jednak, Paweł z Tomkiem,  więc zabawa zrobiła się jeszcze lepsza. Nawet były zamki z piasku i autostrady.

Alturka do końca była tak nakręcona jakby ubyło jej z 5 lat. Krzaki - piasek - woda - góra - dół.... Często meldowała się u mnie i w końcu usłyszałam że gwiżdże jej w płucach....  Chyba przesadziła!

15:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:22, cymestymek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 stycznia 2014
Nadal prawie letnie spacery....

14:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 stycznia 2014
Po Sylwestrze....:-)

12:51, cymestymek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 31 grudnia 2013

                                   

 

    Już za kilka godzin

                                         ROK     2014   

 

                                                                            Niech będzie dla nas dobry !!!!!!!!

10:42, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Wszystko naraz.

Zupełnie zwariowany dla mnie był tym razem cały ten świąteczny okres.

Oprócz wszystkiego co wiąże się z samymi Świętami, w większych ilościach miałam pod opieką Przemka, ponieważ przedszkole było nieczynne.

Gdy tylko skończyły się Święta, zaraz za 2 dni wypadały urodziny małego. To też nie byle jaka okazja.

Swiętował przez kilka dni, przyjmował gości, składano mu życzenia...

Tak się przyzwyczaił do tego stanu, że nawet gdy przyszedł książ po kolędzie, zagadnął go o prezent. Na szczęście wielebny wykazał się bystrością, złożył życzenia, uścisnął małą rączkę i wyłożył na stół całą kupkę kolorowych obrazków -  wybierz sobie ile chcesz!

Teraz  znowu dzień przerwy, (przedszkole dalej nieczynne) i już zapowiada się bal sylwestrowy. Oczywiście znowu wybiera się Przemek.

Jakoś tak jestem we wszystko wciągnięta, zaangażowana fizycznie i psychicznie, że pewnie dlatego mam poczucie urwania głowy przez cały czas. Wiadomo że kocham małego bardzo, ale takie nasilenie wrażeń i wydarzeń jednak męczy.


************


Jeszcze z innej bajki. Przeczytałam ostatnio porady dla właścicieli psów,  które boją się wystrzałow i fajerwerków.(czyli większość).

Pisał instruktor szkolący psy od lat, którego znam i cenię.

Poddał pod rozwagę nowy sposób, gdzieś tam chyba w Stanach odkryty i sprawdzony. Ma swoją nazwę w psychologii,  a polega na ciasnym owinięciu klatki piersiowej psa albo bandażem, albo wykorzystując ciasną koszulkę lub rękaw z otworami.

Ma to skutkować znacznym uspokojeniem i umożliwić przetrwanie głośnej nocy. Rozglądnęłam się w domu co mogłabym wykorzystać. Moje bluzki na suńkę nie pasują, obciętych rękawów chwilowo nie posiadam, więc wybrałam się do sklepu z używanymi rzeczami.

Przy okazji trafiłam na fajne portki dla siebie, a dla Alturki wybrałam 2 podkoszulki. Jeden biały, a drugi w marynarskie paski z piracką naszywką z przodu. Jutro będziemy mierzyć.

Obstawiam, że  piracka koszulka będzie w sam raz.  Aż jestem ciekawa jak to będzie.

19:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 grudnia 2013
ŚWIĘTA, ŚWIĘTA !!! :-)))))))

16:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Wiadomo było, że ciężkie roboty przedświąteczne mnie nie ominą.Są rzeczy które muszą być zrobione i nie ma odwołania.

Alturka również nie znosi tej fazy przygotowań i szuka sobie spokojnego miejsca. A ona również była jednym z punktów na liście zadań. Została pięknie podstrzyżona, wyczesana i wykąpana.

Najgorsze, że wszystko to syzyfowe prace. Nie można zamknąć umytej łazienki czy kuchni i nie korzystać, nie można psa zatrzymać w domu żeby się nie ubrudził na spacerze.

A gdyby chcieć jeszcze poprawiać to co już zrobione, to już mmożna oszaleć! Ale potem, następuje etap kiedy jest ogarnięte, choinka świeci i od tej pory już wszystko lubię.

Na zdjęciu nasza domowa szopka, (pamiątka od Madzi z Tych),   obrazki świąteczne pożyczone od Bouvier Dressuurgroep Woerden,  . za to życzenia tylko od nas, dla wszystkich którzy tu bywają:

 


 ZDROWYCH, SPOKOJNYCH, PRZYJEMNYCH ŚWIĄToraz  SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2014
                                   życzą Ela & Alturka

16:13, cymestymek
Link Komentarze (6) »

16:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 grudnia 2013

15:22, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

 

Coś mi się odmieniło w tym roku. Święta już za kilka dni, a ja naspraszałam gości i nie robię nic. Przecież już powinnam sprzątać, gotować, piec....

A ja poumawiałam się z koleżankami, wiecznie mam jakieś wyjścia i nie wiem na co liczę.

Może opamiętam się w ostatniej chwili, mam taką nadzieję.

Trochę mnie to niepokoi, więc opowiedziałam  mojej przyjaciółce, ale ona nie uważa żeby to były jakieś grożne objawy.

Chodzę też na długie spacery z psem. Ostatnią fascynacją Alturki są ususzone wysokie trawy nad Wisłą. Oszronione, szeleszczące, idealne do buszowania.

15:19, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 grudnia 2013
Na szybko z Madzią

18:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

 

Przez ostatnie dwa dni była w Krakowie Magda.   Ta,    z którą znamy  się od czasów związanych z fundacją Alteri.   Która mieszka w Tychach, ma Ajkiego oraz młodziutkiego  Egona i u kórej przez jakiś czas mieszkała Alturka.

Znam mało tak aktywnych osób.jak ta dziewczyna.   Energią Magdy, można by obdzielić spokojnie z 5 innych osób.  Teraz też, przyjechała z całą ekipą, a  poumawiani  byli  w tysiącu miejsc   - radio, klub Rotunda, koncert, obiad z aktorami... chyba jeszcze coś pominęłam.  

Pomimo takiego tempa, cały czas próbowałyśmy wykroić kawałek czasu na chociaż  krótkie spotkanie. Kilka razy zmieniały się plany.   Sobota była ładna i słoneczna, więc myślałyśmy że może Błonia i spacer z Alturką.   My z sunią akurat byłyśmy tam jakiś czas. Tym razem  buwisia miała akurat nastrój przyjażni do reszty świata i wykazała się wielką tolerancją do innych biegających psów. Nie zwracała im uwagi jak to bywało, nie straszyła małych, pełna kultura.

Natomiast Magdzie w międzyczasie troszkę zmieniły się plany i postanowiłyśmy, że wstąpi do nas do domu, gdy już będą wyjeżdżać.

Musiałyśmy się zobaczyć! Miałam  poza tym  przekazać jej pozdrowienia od mojej Mamy która ją uwielbia, od mojej przyjaciółki z Olsztyna i jeszcze kilku znajomych...Magda jest osobą szeroko znaną i wzbudzającą powszechną sympatię i podziw.

Gdy przyjechali,   zaczynało się już robić ciemno ale i tak nie mogłyśmy się rozstać... Obie mamy zawsze dużo do powiedzenia,  a pani która uczy Egona oraz  zaprzyjazniony pan,  okazali się przemili.

Wiadomo, o psach można bez końca, a jeszcze o nowej książce Magdy, a także  trzeba było obgadać tych aktorów...   Alturka na ten czas władowała się do samochodu i stała między mną a Magdą.  Nie bez znaczenia było, że dostała w prezencie pyszne gwiazdki, więc nie chciała się od nich oddalać...

Szkoda było się już  żegnać, miałyśmy przecież  jeszcze tyle tematów, ale jest szansa na kolejne spotkanie wkrótce, w dodatku z psami. Odbijemy sobie ten brak czasu :-)))

Dobrze że od nas jest  blisko do katowickiej autostrady, więc mam nadzieję że stąd,   już  śmignęli do domu raz dwa.

 


18:09, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 grudnia 2013
Trzecia dwadzieścia.

O tej nieludzkiej porze, mój pies robi mi ostatnio pobudkę. Przez kilka kolejnych nocy. Powodów własciwie do tej pory nie mogę rozszyfrować.  

Zawsze obawiam się wtedy, że to jakieś problemy z żołądkiem, więc daję się wyciągnąć z łóżka i schodzę na sam dół wypuścić psa do ogrodka i czekam. Ale czasem idzie o co innego. Na przykład o za głośno huczący wiatr. Albo że przymknęły się drzwi i nie da się wyjść do przedpokoju.

Chyba nawet zacznę wkrótce rozróżniać te potrzeby, bo w pierwszym przypadku suńka stoi nade mną i jęczy, a w pozostałych stoi na środku pokoju i wgapia się we mnie w ciemności. Tak przenikliwie i wyczekująco, że mnie to budzi!!Sama nie wiem jak to możliwe. Może ona wtedy nadaje coś telepatycznie?!

 Czasem udaje mi się namowić ją, żeby położyła się koło mnie, ale rzadko,  bo nie bardzo tak lubi. A czasem pogadamy, poprzytulamy się,  podrapię za uchem i udaje się ją namówić do powrotu na swój fotel. Ale  dlaczego to akurat ta godzina?      I zawsze właśnie ta, dokładnie? To samo z porą obiadu, z wyjściem na długi spacer...Można wg niej ustawiać zegarki.

Kłopot jest tylko wtedy, gdy zmieniają nam czas na letni lub odwrotnie. Alturka czasu nie zmienia.

22:31, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 grudnia 2013

22:17, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 grudnia 2013
Znajomości

Ostatnio i mnie i Alturce odpowiadają trasy długie, ale spokojne i wygodne. Wędrujemy tak sobie, czasem mały trening-powtórka w trakcie, a gdy już mamy dość, wracamy autobusem. Trasa podoba się nie tylko nam. Często spotykamy tam znajomych, czasem z psem, czasem na  rowerze.

A czasem poznajemy nowych ludzi. Przyjaciele psów są specyficzni, nie ma dla nich znaczenia że może akurat nie mamy ochoty na znajomości i rozmowy... Trudno się czasem wymigać.

Bywają też ekscentryczni. Tak było ostatnio, gdy wędrowałyśmy z sunią. Zaczęło się od tego, że pan który przejeżdżał na rowerze zagadnął - " czy coś się stało psu, bo chyba utyka na przednią łapę?"                                      Powiedziałam że zwrócę uwagę,   ale już było za póżno.   Pan już zsiadł z rowera, odstawił go i najwyrażniej miał zamiar opowiedzieć mi coś o psach.        I tak właśnie było.  Okazało się że też miał dużego czarnego psa. Był on niewyobrażalnie mądry i wyjątkowy. To standard w opowieściach. Zawsze takie są dla nas psy, z którymi już musieliśmy się rozstać. To zrozumiałe i prawidłowe.

Ale potem okazało się że ten, nazywał się Adolf Hitler ,  co  wzbudzało powszechne co najmniej zainteresowanie. Raz nawet zrobił furorę wśród turystów  z Izraela. Grupa 80 latków, przyjechała po raz pierwszy od czasów wojny, mając w pamięci obozy i prześladowania. Gdy przypadkowo usłyszeli że teraz w Polsce pies może nazywać się tak jak ich kat i prześladowca, byli zachwyceni!!....

A potem Adolf zachorował i nie udało się go wyleczyć. Teraz pan przygarnął następnego psa. Ten jest piękny, ale okropnie zwariowany  i ruchliwy. Żywiołowy.    Nazywa się Michael Jackson.

21:54, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 listopada 2013
Andrzejki

Jak co roku - Andrzejki. Przez długi czas nas to nie dotyczyło, ale odkąd w domu są maluchy, a w klubie osiedlowym urządzają bal, dotyczy nas jak najbardziej.

 Nasi poszli jako kowboj i policjant,  a ich dziewczyna Ala - jako biedronka. Atmosfera była bardzo zabawowa. Dekoracje, kolorowe oświetlenie, muzyka. Dziewczyna prowadząca zabawy. Dzieciaki przebrane za wwszystko co możliwe i dorośli robiący zdjęcia czym się da (ja też).

Były gry i zabawy i tańce, a już gdy puścili "ona tańczy dla mnie", nikt nie mógł spokojnie ustać (ja też).

A na zewnątrz czekała  Alturka z panem i gdy napstrykałam już dużo zdjęć, poszliśmy na spacer. Każdemu w końcu coś się należy,  psu też.

Buwisia pobiegała po boisku,  a następnie dała reprymendę całej bandzie yorków.  Przechodziliśmy  akurat obok hodowli,  w momencie gdy cały aktualny narybek wysypał się do ogródka i ujadał ile miał siły.

Alturka absolutnie nie toleruje takiego zachowania,  więc podeszła naszczekać im w nos i chyba jej się trochę zakręciło w głowie  od kotłujących się i szczekających piesków. A odcinały się zajadle.

Rozumiem ją, nie wytrzymałabym 5 minut z taką hodowlą,  nawet jako ich sąsiadka.   Okropnie są głośne.

A balowe towarzystwo wróciło po 2 godzinach nieżle wymęczone i dobrze że przewidziałam dla nich kolację.

 


22:03, cymestymek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 listopada 2013
Być kowalem...

Swojego losu , oczywiście.

Od paru dni siedzi mi w głowie reportaż który oglądnęłam w TV. O starych ludziach.    O żalu, rozgoryczeniu, rozczarowaniu własnymi dziećmi.                     Opowiada staruszka, jak to całe życie oboje z mężem dbali żeby córce niczego nie brakowało.   Spełniali wszystkie marzenia.   Chowali jak księżniczkę...

 A potem mąż umarł. Sytuacja finansowa znacznie się pogorszyła, ale córce już w tym czasie powodziło się dobrze. Zaproponowała mamie, żeby przeniosła się do niej i jej rodziny. Zamieszkały razem.

Wspólne gospodarstwo, więc dla uproszczenia i oszczędzenia staruszce kłopotu, córka przejęła jej emeryturę. Dalej w opowieści było o zamykaniu "ich" pokoi oraz lodówki.  O zakazie wychodzenia, dla bezpieczeństwa, a właściwie w końcu  o braku możliwości podejmowania jakichkolwiek decyzji.

Mnie czerwone światełko zapaliło się już przy tym wychowywaniu "księżniczki". Bo  jeśli istnieje wobec dzieci głupia miłość,  to jest ona własnie taka.

Moim zdaniem, można było wszystko ułożyć inaczej. Po co było tak się uzależniać. Można było zamienić mieszkanie na mniejsze, ale mieć własne, osobne.   Dokładać się do wspólnej kuchni (jeśli już),   ale mieć w ręce swoją emeryturę i nią rozporządzać.    Mieć swoje sprawy, swoje znajomości, swoje życie,    a nie podwiesić się na córce.

Nawet najlepsze dzieci mogą nie sprawdzić się w takim układzie.

Nie chcę się wymądrzać, bo życie różnie się układa, ale ja,    gdybym miała wybór,     za wszelką cenę walczyłabym o niezależność.

Nie jest tak, że należy zmusić dzieci żeby oddały to,  co włożyliśmy w ich wychowanie.  Że nam się to należy.

Trzeba tak wychować,   by same wiedziały i czuły,    kiedy i jak pomóc.

16:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 listopada 2013
co z tym jedzonkiem ?

To że Alturka kocha jeść, jest wiadome od dawna. Mogłaby jeść absolutnie wszystko łącznie z rzodkiewką i pomarańczą, gdyby tylko ktoś jej dawał. Równocześnie jednak jest psem z klasą i gdy powiem "poczekaj" albo "jeszcze nie",  potrafi do odwołania stać wgapiona w miskę i nie tknie. Gdybym wtedy na chwilę wyszła (podglądałam) stoi nadal i odwraca głowę,  żeby tak strasznie nie kusiło.

Oczywiście nie znęcam się nad nią, ale chcę to u niej utrzymać, więc czasem powtarzamy. A ostatnio zamówiłam dla niej karmę tam gdzie zawsze i taką jak zawsze, ale nie dość że dłużej czekałam, to jeszcze dostarczono mi 15 kg. karmy innej firmy.   Niby te same składniki i rodzaj (lamb&rice),   ale jednak wczytałam się w skład i tutaj tłuszczu i białka  jest nieco więcej.                            Bardzo mi to nie pasuje, bo wprawdzie akurat ostatnio rozważałam zmianę, ale absolutnie w przeciwnym kierunku. Planowałam że przejdziemy na "light". Suczka jest już starsza, przestała pracować (już nie chodzimy do fundacji), ma mniej ruchu, bo chociaż tyle samo wychodzimy, to ona biega mniej, bardziej "łazi".

No i co teraz? Od wczoraj chodzę z lupą, doczytuję to co małym druczkiem i po niemiecku, porównuję ilości składników na dwóch workach, starym i nowym i się zastanawiam.                                                                                                            Do tej pory weterynarze twierdzili że wagę ma w normie, a ja pilnowałam żeby to się nie zmieniło. Teraz, myślę sobie, że muszę jej zmniejszyć dawkę dzienną (będzie jęczeć że głodna),   albo może dawać naprzemiennie z lżejszą karmą? Nie chcę żeby przytyła,  bo w tym wieku trudno jej będzie potem zrzucić (wiem to po sobie...)   a równocześnie wiem,   że nas zamęczy gdy będzie się czuła głodna.  

I tak widać, że jeśli nie myśli o kotach, to myśli o jedzeniu...                            Głównie i najbardziej.

12:29, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 listopada 2013
ludowe mądrości

Nadal twierdzę że rozmowy przystankowo-sąsiadkowe są bezcenne. Dzisiaj dowiedziałam się, że na psach to się nie znam.

Zaczęło się niewinnie:

– ma pani jeszcze tego wielkiego psa?

– mam

no właśnie! Taki duży pies zagryzł ostatnio mojego kota!

– ale to nie zależy od wielkości, duży pies nie oznacza automatycznie że agresywny!

– weterynarz powiedział że jak raz zagryzł kota, to następnie rozszarpie  dziecko!

– ale to tak nie działa! – większej bzdury dawno nie słyszałam...

–  jak weterynarz powiedział że rozszarpie, to widocznie tak jest w psychologii! A pani niech psów nie broni!!!

Beznadziejna była ta dyskusja, ale jeszcze spróbowałam:

– Niech pani zrozumie, że za każdą agresją psa stoi człowiek, z wielu powodów. I człowiek za to odpowiada. A z kotem jest tak, że ucieka, więc psim odruchem jest gonić...

– mój na pewno nie uciekał! był bardzo spokojny...

Rozeszłyśmy się bez poczucia wzajemnego zrozumienia. Pewnie że nie jest w porządku zagryzanie kotów, ale nie upraszczajmy sprawy aż tak!

12:58, cymestymek
Link Komentarze (4) »